Widmo kryzysu

Gospodarki Europy Wschodniej są póki co w świetnej kondycji, ale region nie jest przygotowany do gwałtownego pogorszenia koniunktury - czytamy w The Economist.

Publicyści tygodnika porównują sytuację gospodarek kraju naszego regionu do starego samochodu prowadzonego pewnie, choć nie przez eksperta, po gładkiej drodze, przy pięknej pogodzie. Gdy droga stanie się mokra i śliska, złe hamulce i łyse opony doprowadzą do wypadku, o ile nie do karambolu.

Najwięcej troski przysparza zagranicznym obserwatorom Łotwa. W 2006 r. miała ogromny deficyt bieżący - ok. 21% PKB, a w tym roku wynik będzie jeszcze gorszy. Obraz zaciemniają szybująca w górę konsumpcja i rosnące zadłużenie gospodarstw domowych, finansowane głównie przez zagraniczne banki. Pensje idą w górę o jedną trzecią rocznie, a inflacja przekracza 8%.

To oznacza potrzebę twardej polityki finansowej. Waluta jest związana z euro, więc możliwości banku centralnego podnoszenia stóp procentowych są ograniczone. Mimo, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy wysłał ostrzeżenie w maju br. dotyczące zaostrzenia polityki fiskalnej, rząd estoński chętniej zajmuje się zbieraniem plonów dwucyfrowego wzrostu PKB, niż działaniami mającymi zapobiec ewentualnemu załamaniu gospodarczemu.

Łotwa jest małym krajem, jej PKB to odpowiednik zaledwie 0,2% PKB strefy euro. Jeśli nastąpi tam krach, dotknie głównie miejscowych kredytobiorców i zagraniczne banki, które udzieliły im pożyczek, więc świat na razie nie przejmuje się specjalnie sytuacją bałtyckiego kraju.

Kolejnym państwem, któremu od dawna grozi kryzys gospodarczy są Węgry. W ubiegłym roku deficyt budżetowy sięgnął tam 10% PKB. Jednak połączenie podwyżki podatków i umiarkowanych cięć wydatków budżetowych pozwoliło na zmniejszenie deficytu. Eksport i produkcja przemysłowa wzrosły. Bank centralny zaczął zmniejszać stopy procentowe.

Nawet jeśli udaje się uniknąć katastrofy, przegrzanie gospodarki jest bardzo niepożądane. Jak pokazuje przykład członka strefy euro, Portugalii, niskie stopy procentowe i stały kurs walutowy może doprowadzić do długiego okresu braku konkurencyjności i powolnego wzrostu. Z wyjątkiem Słowenii, która jest już w Eurolandzie, żaden z nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej nie będzie w stanie w najbliższym czasie spełnić wymogów koniecznych do przystąpienia do strefy euro.

W jaki sposób schłodzić te gospodarki? Kraje, które mogą to zrobić, powinny utrzymywać swoje stopy procentowe powyżej poziomu stóp strefy euro i upłynnić kursy walut. Pomaga także przyjmowanie pracowników z zagranicy, np. z Ukrainy, co zapobiega wzrostowi płac.

Jedyną odpowiedzią długoterminową nie jest schładzanie czy zwalnianie, ale naprawa. Niestety, proces reform strukturalnych w regionie przestał postępować. Szybki wzrost przychodów z podatków i słabe przywództwo polityczne sprawiają, że zmniejsza się presja wzięcia w garść finansów publicznych. The Economist jako przykłady państw, które z przyczyn politycznych poczyniły alarmująco wysokie obietnice czerpania z budżetowej kasy, wymienia Polskę i Rumunię.

Jak wynika z badania Banku Światowego, niemal we wszystkich nowych krajach UE wydatki publiczne są wyższe niż powinny być w rozwijających się gospodarkach o średnich dochodach.

Zmiana tego należy do sfery polityki a nie gospodarki. Jednak wyborcy nie przepadają za reformami. Rządy, które wprowadzają poważne zmiany, na ogół przepadają w wyborach do następnej kadencji. Badania Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju pokazują, że w większości krajów regionu, jedynie mniejszość elektoratu popiera jednocześnie demokrację i gospodarkę rynkową (wiele osób wybiera opcję "bez znaczenia").

Nie ma żadnej bezpośredniej i oczywistej kary za brak reform. Rumunia i Bułgaria nie wprowadziły zmian od momentu przystąpienia do UE, a Bruksela do tej pory wyraziła tylko delikatne zaniepokojenie. Rynki kapitałowe również przystosowują się do sytuacji.

To będzie się zmieniało w miarę modyfikacji globalnych warunków. Politycy prędzej czy później będą musieli skoncentrować się na prawdziwych źródłach konkurencyjności takich jak talenty, praca i przejrzyste rządy.

Na podstawie: The Economist "Worrying about a crash"


Zobacz również