Wirus "I Love You" - 10 lat później

4 maja 2010 r. minęło dziesięć lat od rozpoczęcia epidemii jednego z najbardziej znanych komputerowych wirusów - "I Love You".

Dekadę temu miliony użytkowników Internetu zaczęły otrzymywać listy e-mail, zatytułowane "I Love you". Wiadomości były zainfekowane wirusem ukrytym w załączniku "LOVE-LETTER-FOR-YOU.TXT.vbs". Wirus potrafił nadpisywać dokumenty przechowywane na komputerze użytkownika, np. obrazy JPG i samodzielnie rozsyłać się dalej - do wszystkich kontaktów e-mail w skrzynce pocztowej.

Kolejne jego mutacje były w stanie unieruchomić komputery, zablokować serwery pocztowe oraz sieci lokalne.

"Do tej pory [do 2000 r. - red.] nie widzieliśmy niczego podobnego" - wspomina Paul Fletcher, w owym czasie zatrudniony w firmie Message Labs (spółka dostarczająca technologie zabezpieczeń internetowych systemów wymiany wiadomości została w 2008 r. przejęta przez Symantec).

Najpoważniejsze współcześnie typy cyber-ataków - np. złośliwe oprogramowanie instalujące się po cichu w systemie i wykradające cenne informacje - opierają się na technikach inżynierii społecznej. Użytkownik jest zachęcany do wykonania określonej czynności, np. kliknięcia w zawarty w e-mailu link.

W ten sam sposób działał "I Love You" - zapraszał do otwarcia zainfekowanego załącznika pod pozorem znalezienia tam ciekawej informacji. Można więc powiedzieć, że wirus ten (i jemu podobne) w pewnym sensie ukształtował dzisiejszy krajobraz cyberbezpieczeństwa.

To co odróżnia "Miłosnego Robaka" od najnowszych szkodników, to motywacja twórców. "I Love You" był wirusem starego typu, czyli takim, który powstał po to, by zwrócić na siebie uwagę i wyrządzić jak najwięcej szkód jak największej liczbie użytkowników.

Twórca "I Love You" w przeciwieństwie do cyberprzestępców XXI w. nie kierował się chęcią finansowego zysku.

"I Love You" rzeczywiście zyskał duży rozgłos. Wirus stał się nawet "bohaterem" skeczy kabaretowych:


Zobacz również