Wirus winny w sprawie o pedofilię?

Amerykańska prokuratura wycofała zarzuty przeciwko mężczyźnie podejrzanemu o posiadanie dziecięcej pornografii po tym, jak ekspert sądowy wykazał, że komputer, z którego korzystał podejrzany, miał fatalnie skonfigurowane zabezpieczenia i zawierał mnóstwo złośliwego oprogramowania. Prokuratura uznała, że jest bardzo prawdopodobne, iż nielegalne materiały znalazły się na dysku w wyniku działania jakiegoś wirusa.

Oskarżonym był mieszkaniec stanu Massachusetts, były pracownik stanowego Departamentu Wypadków Przemysłowych (DIA - Department of Industrial Accidents). Mężczyzna został oskarżony o posiadanie dziecięcej pornografii po tym, jak na dysku jego firmowego komputera przenośnego znaleziono obsceniczne zdjęcia z udziałem nieletnich - groziło mu za to do 2,5 roku więzienia.

Oskarżony od początku zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek kopiował, przeglądał czy gromadził takie materiały - dlatego też podczas śledztwa jego komputer przekazano biegłemu, który miał wykazać, w jaki sposób nielegalne materiały znalazły się na dysku. Ów specjalista nie zdołał jednak znaleźć żadnego dowodu na to, że zdjęcia zostały pobrane przez użytkownika komputera - wykrył za to, że komputer ma fatalnie skonfigurowane zabezpieczenia, jest pełen nieuaktualnionego, dziurawego oprogramowanie i że system (Windows - wersji nie podano) jest zainfekowany przez co najmniej kilka złośliwych programów. W tej sytuacji prokuratura zdecydowała się na wycofanie zarzutów - "Uznaliśmy, że jest istnieją wysoce uzasadnione przesłanki, wskazujące na to, że oskarżony nie popełnił zarzucanych mu czynów" - oświadczyli przedstawiciele prokuratury.

"Sprawa mojego klienta pokazuje, jak łatwo oskarżyć kogoś o nielegalne działania związane z komputerami - nawet, jeśli osoba ta nie ma o nich pojęcia. To wszystko mogło przydarzyć się każdemu, kto otrzymuje firmowy komputer" - komentuje prawnik oskarżonego, Timothy Bradl.

Osobą, która w znacznej mierze przyczyniła się do wycofania oskarżenia, jest Tami Loehrs - specjalistka, która na zlecenie obrony przeprowadziła niezależną analizę zabezpieczeń komputera, na dysku którego znaleziono nielegalne materiały. Loehrs wykazała m.in. że w systemie nie włączono modułu aktualizacyjnego (co oznacza, że przynajmniej przez 1,5 roku Windows nie był łatany) i źle skonfigurowano oprogramowanie antywirusowe firmy Symantec. Jej zdaniem jedynym prawdopodobnym wytłumaczeniem faktu znalezienia się na dysku dziecięcej pornografii jest przyjęcie, że została ona skopiowana w wyniku działania jakiegoś złośliwego oprogrogramowania lub osoby trzeciej (kogoś, kto uzyskał nieautoryzowany, zdalny dostęp do maszyny). Prokuratura najwyraźniej zgodziła się z tym stanowiskiem.

Prawnicy oskarżonego nie wykluczają, że mężczyzna będzie domagał się od prokuratury odszkodowania za fałszywe oskarżenie - przedstawienie mu zarzutów związanych z pedofilią sprawiło, że stracił pracę i spotkał się z powszechnym ostracyzmem społecznym. Mężczyzna popadł również w poważne długi - długotrwały proces i związany z nim stres spowodował poważne problemy ze zdrowiem u jego żony, co naraziło parę na znaczące wydatki.


Zobacz również