Wizjonerzy czy szarlatani? Część 2: Linus Torvalds

"Oprogramowanie jest jak seks - jest lepsze, gdy nie trzeba za nie płacić" - te słowa wypowiedział ponoć Linus Torvalds. Kim on jest? Złośliwcy twierdzą, że Torvalds to jedyny żyjący niezacietrzewiony użytkownik Linuksa. Jest w tym twierdzeniu sporo przesady, jednak nawet Wikipedia mówi o nim jako o człowieku wstrzymującym się od pochopnego wydawania sądów i nieprzemyślanego zajmowania stanowisk. Wielu zwolenników open source i Linuksa do dziś nie może mu wybaczyć jego pochwały dla aplikacji z pakietu Microsoft Office, PowerPointa. Niektórzy - czyżby ci sami, którzy tydzień wcześniej zwali go "hakerem wszechczasów"? - po tym jego oświadczeniu momentalnie uznali go za wariata lub przynajmniej człowieka chwilowo niesprawnego na umyśle. A jaki Torvalds jest naprawdę?

Dokładnie 14 lat temu, 25 sierpnia 1991 roku na grupie comp.os.minix pojawiła się informacja zamieszczona przez Linusa Benedicta Torvaldsa, a dotycząca rozwijanego przez niego systemu operacyjnego. OS nie ma jeszcze nazwy, jest tylko wprawką w programowaniu mającą naprawić błędy Miniksa zachowując jego funkcjonalności bez wykorzystywania zewnętrznego kodu. Oświadczenie Torvaldsa momentalnie wzbudza zainteresowanie wśród użytkowników zdegustowanych topornością Miniksa. Tworzy się maleńka społeczność, Ari Lemmke nadaje udostępnionemu publicznie systemowi (tj. katalogowi ze źródłami) nazwę linux i w ten sposób zaczyna się trwająca do dziś kariera systemu operacyjnego spod znaku pingwina.

Angielskie wydanie Just for Fun

Angielskie wydanie Just for Fun

W latach dziewięćdziesiątych Novell wytacza ciężkie działa przeciw tworzonemu w Berkeley systemowi Net/2. Ostatecznym efektem ciągnących się latami rozpraw jest wycięcie z Net/2 wszystkich spornych fragmentów kodu i zatrzymanie rozwoju FreeBSD na dwa lata (1994-1996). Wielu zwolenników darmowych uniksowych systemów operacyjnych musi nagle znaleźć dla siebie alternatywę. Jest! Jeszcze w powijakach, ale już coraz doskonalsza - to "Linux", stworzony przez "jakiegoś studenta z Finlandii czy Szwecji".

Torvalds bardzo szybko zostaje Guru pisanym przez wielkie "G". Dla niektórych staje się wręcz obiektem kultu religijnego, linuksowi ewangeliści widzą w nim dar Niebios i mistrza programowania. W wydanej w roku 2001 książce "Just for Fun: The Story of an Accidental Revolutionary" (wydanie polskie: "Po prostu dla zabawy: Historia przypadkowej rewolucji") twórca Linuksa daje wyraz swojemu niezadowoleniu z tego powodu. Jest człowiekiem z krwi i kości i tak właśnie chce być postrzegany. Byciem bogiem to męcząca sprawa.

Aktualizacja: 26 sierpnia 2005 11:16

Tekst został zaktualizowany o wypowiedź Jona "Maddoga" Halla, dyrektora zarządzającego Linux International, którego zapytaliśmy o początki współpracy z Linusem Torvaldsem


Zobacz również