Władze Rosji biorą się za blogerów

Najpierw firmy zagraniczne, a teraz własne podwórko. Rosyjska Duma uchwaliła nowy przepis, który pozwoli jej "trzymać krótko" blogerów.

Prawo to stanowi, że blogerzy mający ponad 3 tysiące odwiedzin na dzień muszą zarejestrować się w Roskomnazdor. Jest to rządowa agencja do spraw multimediów, która dba o przestrzegania przepisów dotyczących wszelkiej tego typu działalności - radia, prasy, telewizji oraz Internetu. Oznacza to, ze niezależni blogerzy muszą stosować się do przepisów, które będą otrzymywać od Roskomnazdor. Nadto przestaną być anonimowi, a wszystkie ich posty muszą być archiwizowane na okres co najmniej sześciu miesięcy. Jak podsumował to Hugh Williamson z Human Rights Watch: "Internet jest ostatnią ostoją wolności wypowiedzi w Rosji" i nazwał nowe regulacja "drakońskimi i zmierzającymi do kontrolowania blogerów przez władze".

W komentarzach agencji światowych zauważa się, że wielu dziennikarzy i polityków krytykujących rządy Putina spotykały różnego rodzaju restrykcje. Teraz dołączą do nich blogerzy, choć mają mnóstwo sposobów, aby nie zastosować się do nowych przepisów - np. używać serwerów poza Rosją czy maskowania, albo też zaniżania statystyk odwiedzin. Na początku 2014 roku wszedł w życie inny przepis, pozwalający władzy blokować strony www bez podania przyczyn, a w marcu skorzystano z tego, aby zakończyć żywot bloga Aleksieja Nawalnego - rosyjskiego polityka i finansisty. Podobnie skończyły krytykujące Kreml strony G. Kasparowa. Tu jednak podano przyczynę - "ułatwianie organizacji nielegalnych wieców". Aż strach pomyśleć, co może się jeszcze wydarzyć.


Zobacz również