Wolna sieć czy Wolna Amerykanka?

Nim zaczniemy rozwodzić się nad szczegółami, wypada najpierw rzucić nieco światła na ogólne zagadnienia związane z P2P i prześledzić historię informatyki pod tym kątem. Postaramy się przy tym nie zanudzić cię na śmierć...

Nim zaczniemy rozwodzić się nad szczegółami, wypada najpierw rzucić nieco światła na ogólne zagadnienia związane z P2P i prześledzić historię informatyki pod tym kątem. Postaramy się przy tym nie zanudzić cię na śmierć...

Na początek rozszyfrujmy pojęcie peer-to-peer. W języku angielskim słowo "peer" oznacza człowieka równego rangą, w terminologii komputerowej P2P to po prostu standard bezpośredniej wymiany danych pomiędzy użytkownikami. Choć pojęcie to powstało stosunkowo niedawno, po głębszym zastanowieniu dojdziemy do wniosku, że skrywająca się za nim idea jest bardzo stara. Pierwsze rozwiązanie P2P zgodne z definicją pojawiło się już w epoce kamiennej, a nazywało się "mowa". Do późniejszych ważnych wynalazków z tej branży niewątpliwie należy telefon, no i oczywiście Internet.

Geneza: od ARPANET do Napstera

Usenetowe grupy alt.* są pewną formą kontrolowanej anarchii.

Usenetowe grupy alt.* są pewną formą kontrolowanej anarchii.

U swojego zarania Internet był stworzony jako sieć P2P. ARPANET, jego prekursor, jednoczył kilka ośrodków naukowych, pozwalając na swobodną wymianę informacji pomiędzy jajogłowymi. W swych pierwszych latach Internet pełnił analogiczną funkcję - wtedy też powstał Usenet, który można okrećlić jako najstarsze narzędzie stworzone na potrzeby wymiany plików (patrz ramka Usenet - prekursor P2P). W sieci pojawiało się coraz więcej użytkowników, rodziło się wiele alternatywnych zastosowań pecetów, za klawiaturami nie siedzieli jedynie naukowcy. Narodziło się zjawisko, które można uznać za wczesne "warezy", czyli miejsca wymiany nie zawsze legalnym oprogramowaniem - BBS. Przez pierwszych piętnaście lat istnienia Internetu dominowała cały czas zdecentralizowana struktura.

Wszystko stanęło na głowie dopiero w drugiej połowie lat 90., gdy za sprawą łatwych w obsłudze systemów operacyjnych Microsoftu w sieci pojawiła się nowa grupa użytkowników. Byli to zwykli ludzie, nieposiadający szerokiej wiedzy informatycznej, którzy potrzebowali Internetu do przesyłania poczty elektronicznej, oglądania stron WWW i dokonywania zakupów. Wymiana informacji przestała być prosta, spadł poziom merytoryczny, narodziły się potrzeby tworzenia zapór ogniowych, sieć przestała być wolna w dawnym znaczeniu. Coraz liczniejsze rozwiązania oparte na strukturze serwer-klient sprawiły, że analitycy ogłosili koniec ery komunikacji P2P. Pomylili się haniebnie. Dziś 80% ruchu w sieci generują aplikacje służące bezpośredniej wymianie plików między użytkownikami.

Można powiedzieć, że to wszystko zawdzięczamy jednemu człowiekowi. Nazywa się on Shawn Fanning i z pewnością, tworząc system wymiany plików muzycznych, mający z założenia objąć kampus uniwersytecki, nie zdawał sobie sprawy, że zapoczątkuje nową erę komunikacji P2P. Nie wiedział też, że jego dzieło, Napster, rozpęta wojnę i stanie się w niej pierwszą ofiarą (patrz ramka Napster - upadek tytana).

Usenet - prekursor P2P

W 1979 r. opracowano i wdrożono protokół UUCP (Unix-to-Unix-copy protocol). Pozwalał on dwóm ośrodkom akademickim na wymianę danych na zasadzie peer-to-peer. Architektura tego rozwiązania była na tyle sprawna, że Usenet rozrósł się szybko do setek tysięcy ośrodków. Rozwiązanie okazało się w dużym stopniu odporne na "plebejską rewolucję" Internetu dzięki demokratycznemu, lecz kontrolowanemu systemowi tworzenia nowych wątków, opartemu na "grupie reprezentantów" - czyli lokalnych administratorach Usenetu na poziomie poszczególnych ośrodków. System zawiera nawet rodzaj "okiełznanej anarchii", czyli grupę alt - w której dowolny użytkownik ma prawo zamieszczać wątki, z wliczonym ryzykiem,, że nie każdy ośrodek z tej grupy korzysta. Dzić zasięg Usenetu jest gigantyczny. UUCP zostało zastąpione rozwiązaniem opartym na TCP/IP, noszącym nazwę NNTP (Network News Transport Protocol), skutecznie ułatwiającym wymianę plików i informacji bez generowania nadmiernego ruchu w sieci (co jest bolączką niektórych współczesnych P2P, np. Gnutelli).

Pole bitewne: Internet

BBS, czyli Bulletin Board System był jednym z pierwszych miejsc do swobodnej wymiany plików i informacji pomiędzy użytkownikami.

BBS, czyli Bulletin Board System był jednym z pierwszych miejsc do swobodnej wymiany plików i informacji pomiędzy użytkownikami.

Na krótko przed ostatecznym upadkiem Napstera pojawiło się kilka nowych programów, pozwalających na swobodną wymianę plików. Audiogalaxy koncentrowało się na muzyce, iMesh, KaZaA i Gnutella były mniej wybredne. W krótkim czasie pobiły sumarycznym transferem wyniki Napstera z lutego 2001 r., kiedy to pogłoski o jego rychłej śmierci zaowocowały panicznym pobieraniem plików. Nie były to liczby bagatelne, bo oscylowały w okolicach trzech bilionów ściągnięć!

Ze względu na to, że tak masowe zjawisko dotyczyło jedynie nieznanej nikomu muzyki amatorskiej, filmów domowej produkcji i programów open source, korporacje i agencje ochrony praw autorskich wpadły w szał. Wojna wybuchła na pełną skalę. Z jednej strony okopali się zwolennicy wolnego Internetu pozbawionego jakiejkolwiek kontroli, dysponujący zapałem i wiedzą pozwalającą tworzyć sieci oraz oprogramowanie P2P. Z drugiej, wspólny front utworzyli ci, którym darmowy dostęp do ich produktów stał się solą w oku, oraz prawnicy i organa ścigania różnych krajów.

Nim wyeliminowano z gry Audiogalaxy, pojawiło się wiele nowych programów, opierających się na coraz bardziej zdecentralizowanej strukturze sieciowej. Na koniec okazało się, że nie sposób już zwalczać samych twórców sieci P2P - są w stanie odeprzeć zarzuty i wygrać w sądzie. Uderzenie w strony udostępniające linki do plików dostępnych w ramach sieci eD2k (stworzonej na potrzeby programu eDonkey) zaowocowało pewnymi sukcesami - zniknęły serwisy, takie jak "ShareConnector" czy "ShareReactor" (jego właćciciel Christian Riesen, znany w Internecie jako Simon Moon, czeka na proces w ojczystej Szwajcarii), ale i tu znalazła się metoda obejściowa. Na zasadzie "piwa dobrze zmrużonego" inne strony udostępniają linki jako "sumy kontrolne plików", jednocześnie przypominając o tym, że aby posiadać kopię, należy być właścicielem oryginału.

Pierwsza komunikacja P2P w dziejach ludzkości (u góry). Prehistoryczne nawiązywanie kontaktu pomiędzy użytkownikami przez serwer (na dole).

Pierwsza komunikacja P2P w dziejach ludzkości (u góry). Prehistoryczne nawiązywanie kontaktu pomiędzy użytkownikami przez serwer (na dole).

Najcelniejszym atakiem zeszłego roku była operacja "Fastlink", przeprowadzona przez FBI we współpracy z dziesięcioma krajami, wymierzona w źródła pirackiego oprogramowania. Mimo że jej rezultaty nie okazały się całkowicie druzgocące, wytworzyła jednak aurę strachu, w wyniku której zniknęło na zawsze wiele potężnych "warezów" w USA i Europie. Środowisko łamaczy programów stało się ostrożniejsze i bardziej hermetyczne, wylizało rany, przygotowało się na kolejne ataki..., które jednak jak dotąd nie nadeszły.

Korporacje postanowiły zastosować nowe metody i uderzyć bezpośrednio w użytkowników P2P. Armia agentów włączyła się w tłum, zaczęła zbierać dane o adresach IP osób udostępniających "gorący towar" i dzielić się swą wiedzą z organami ścigania. W odpowiedzi powstały programy blokujące połączenia z adresów skatalogowanych jako powiązane z tą formą walki. Najbardziej brutalnym zagraniem wykorzystanym na froncie okazało się jednak podrzucanie kopii chronionych prawami autorskimi plików, poszukiwanych przez użytkowników, zawierających programy szpiegowskie i groźne wirusy nowej generacji (dotknęło to najbardziej osoby korzystające z sieci FastTrack). Nowe wersje programów P2P są więc pisane również pod kątem zabezpieczenia przed "zatrutymi owocami". Wojna trwa i trudno przewidzieć, jaka broń zostanie jeszcze w niej wytoczona.


Zobacz również