Wolny handel w niebezpieczeństwie

Niewiele jest dla świata tematów tak istotnych jak globalne zasady wymiany handlowej. Jednak wartość światowego handlu rośnie coraz wolniej - rocznie o mniej niż 2,5%, czyli znacznie słabiej niż w latach 90., kiedy średnia wynosiła 6,7% - pisze BusinessWeek.

Wielostronne rozmowy dotyczące wolnego handlu (takie jak w Doha w 2001 r.) są zawsze pełne argumentów, wyszukanych chwytów retorycznych i politycznych. Mimo rozbudowanej formy, kompromis tryumfował przez ostatnie pół wieku i światowy handel rozwijał się w tempie błyskawicznym. Międzynarodowa wymiana handlowa rozkwitła zwłaszcza pod koniec lat 80. - po upadku komunizmu i po włączeniu uwolnionych rynków z krajów rozwijających się.

Poza tym światowemu handlowi prawdziwy zastrzyk sił witalnych dały trzy wielkie wydarzenia lat 90. – North American Free Trade Agreement, General Agreement on Tariffs & Trade w Urugwaju i utworzenie Światowej Organizacji Handlu.

Jednak ostatnio połączenie zamachów terrorystycznych z 11 września, wojny w Afganistanem, wojny z Irakiem i fatalnej kondycji światowej gospodarki, zamroziło światowy handel, zachęcając poszczególne państwa raczej do zajmowania się własnym bezpieczeństwem, czy dyplomacją, niż dbaniem o otwarte granice dla wymiany handlowej.

Pokój i bezpieczeństwo są z pewnością bardzo ważne. Jednak cena nieudanych negocjacji dotyczących wolnego handlu będzie wysoka. Punktem centralnym tych rozmów powinna być liberalizacja handlu artykułami rolnymi, dziedziny, w której wiele krajów rozwijających się ma stosunkowo duże szanse. Niemal wszyscy ekonomiści są zgodni, że zniesienie barier dla handlu żywnością, zwłaszcza w USA i Europie pomoże wchodzącym gospodarkom w Afryce, Azji i Europie Wschodniej i może zmniejszyć stopień ubóstwa w tych regionach.

Badanie przeprowadzone przez International Food Policy Research Institute pokazuje, że kraje rozwijające się mogłyby potroić swój handel artykułami rolnymi, a właściciele i pracownicy gospodarstw rolnych mogliby zarobić rocznie dodatkowo 26 mld USD, jeśli bogate państwa przestały by stosować dopłaty do rolnictwa i otworzyły granice.

Wiele krajów rozwijających się nie zdoła wyjść z nędzy bez reform rolnictwa w krajach bogatych. Subsydia i pomoc rządowa dla rolnictwa w państwach wysokouprzemysłowionych wynosi ponad 300 mld USD rocznie, o wiele więcej niż pomoc zagraniczna dla świata rozwijającego się, której wartość to ok. 50 mld USD. Dotacje rządowe uniemożliwiają rolnikom z krajów rozwijających się konkurowanie ceną.

Blaise Compaore, prezydent Burkino Faso oświadczył niedawno, że dotacje dla rolników w bogatych państwach są o 60% wyższe niż wartość Produktu Krajowego Brutto w jego kraju. Temu i wielu innym afrykańskim państwom szkodzą zwłaszcza dotacje dla producentów bawełny – kosztują Burkino Faso 1% PKB rocznie i 12% przychodów z eksportu.

Jednak ani Europa ani USA nie są na etapie likwidowania barier handlowych dla rynku rolniczego ani otwierania granic dla żywności. Prezydent Bush zwiększył dotacje dla sektora rolniczego, a Francja i Niemcy nie chcą przeprowadzić żadnych fundamentalnych reform dotowanego rolnictwa.

Cena niepowodzenia Doha to nie tylko niższy PKB czy poziom przychodów. Wizja wolnego handlu jest wciąż w tle tych rozmów – otwartość, przejrzystość, wolny przepływ idei, ludzi, kapitału i towarów przez międzynarodowe granice podsyca nadzieje, że dobrobyt zarezerwowany dla bogatych państw może ogarnąć też resztę świata.

To, czy bogate państwa zdołają wypracować porozumienie co do wolnego handlu budzi coraz większy sceptycyzm. „[Kraje rozwijające się] widzą cel w wojnach. Widzą cel w tym co następuje po konflikcie. Jednak nie widzą celu w wojnie przeciwko ubóstwu” – powiedział niedawno James Wolfesohn, prezes Banku Światowego.

Administracja Busha powinna zdać sobie sprawę, że bariery w wolnym handlu mają o wiele większy wpływ na długofalowy rozwój gospodarki niż redukcja podatków. Europejscy liderzy powinni uświadomić sobie, że handel, a nie pomoc jest najlepszym sposobem na podniesienie stopy życiowej w państwach rozwijających się. Dla najbogatszych krajów nadszedł czas na liberalizację polityki rolnej i ograniczenie dotacji – apeluje publicysta BusinessWeeka.

Na podstawie artykułu Christophera Farrella „Free trade perilous position”, BusinessWeek, 20 czerwca 2003 r.


Zobacz również