Wszyscy siedzimy na sieci - rozwiązanie konkursu

Sieciowe wędrówki, przygody i doświadczenia naszych czytelników z pewnością zasługują na to by poświęcić im więcej miejsca na łamach CYBER-a. W numerze 1 (9) 1998 naszego magazynu ogłosiliśmy zatem konkurs na felieton, reportaż bądź opowiadanie pod hasłem: "Okrywanie nowej elektronicznej rzeczywistości". Każdy, kto "siedzi na Sieci" i jest stałym bywalcem cyberprzestrzeni miał szansę podzielić się z nami swoimi przemyśleniami i refleksjami na temat potężnego medium jakim bez wątpienia stał się Internet.

Sieciowe wędrówki, przygody i doświadczenia naszych czytelników z pewnością zasługują na to by poświęcić im więcej miejsca na łamach CYBER-a.

W numerze 1 (9) 1998 naszego magazynu ogłosiliśmy zatem konkurs na felieton, reportaż bądź opowiadanie pod hasłem: "Okrywanie nowej elektronicznej rzeczywistości". Każdy, kto "siedzi na Sieci" i jest stałym bywalcem cyberprzestrzeni miał szansę podzielić się z nami swoimi przemyśleniami i refleksjami na temat potężnego medium jakim bez wątpienia stał się Internet.

Czym jest Internet? Narzędziem, siecią łączności, miejscem spotkań, lunaparkiem, supermarketem współczesności... na pewno. Wydaje się jednak, że jest czymś więcej - ma drugie dno. Jak wytłumaczyć to, że niektórzy ludzie poszukują w Internecie... obrazów śmierci?

Ku naszemu zaskoczeniu ilość nadesłanych prac okazała się bardzo niewielka, a ich poziom niezwykle zróżnicowany. Niestety niektóre teksty konkursowe nie spełniały nawet norm poprawnej polszczyzny.

Po naradzie zdecydowaliśmy się zrezygnować z przyznania głównej nagrody i... przyznać dwa równorzędne wyróżnienia dla:

Arkadiusza Szynaka z Gdyni - za futurystyczne opowiadanie pt. "Plik" oraz Macieja Setniewskiego z Warszawy za dziwny felieton pt. "Kolekcjonerzy". Zwycięzcy podzielą się główną nagrodą czyli 1000 zł, a ich prace znajdziecie na następnych stronach CYBER-a. Niestety z powodu dużej objętości opowiadania "Plik" drukujemy jedynie jego fragmenty - pozostałą część znajdziecie na stronie WWW CYBER-a.

Trzech autorów, których prace opublikujemy na naszej stronie WWW nagrodziliśmy prenumeratami naszego magazynu:

Przemysław Lepiarz

Jarosław Kus

Wojciech Błądek

Pozostali uczestnicy konkursu nagrodzeni zostali produktami multimedialnymi oraz koszulkami:

Witold Pająk

Jarosław Zawadzki

Piotr Wielicki

Janusz Kowalik

Joanna Szwed

Piotr Andrzejczak

PLIK

Julius wyszedł do pracy jeszcze przed dziewiątą. Był w doskonałym nastroju. Nawet teczka mu nie ciążyła, choć wpakował do niej starego laptopa. Wiosenne słońce zalewało miasto optymizmem, a rozbudzone ptaki przekrzykiwały ruch na jezdni. Mimo, że czuł w brzuchu bulgot śniadania - miodowych płatków kukurydzianych z rodzynkami na zimnym mleku - dziarsko przeszedł swoją przecznicę czynszowych kamienic i przy skrzyżowaniu ulic zbiegł po szerokich schodach do zatłoczonych podziemi na międzystację metra. Za parę drobnych wyłowionych z kieszeni marynarki opłacił w tureckim sklepiku poranną gazetę wydrukowaną na miejscu przez laserową drukarkę podłączoną do sieci 32 redakcji różnych dzienników. Potem wcisnął plastykowy bilet miesięczny w szczelinę czytnika bramki kasownika i przyłożył kciuk do skanera linii papilarnych. Automat sprawdził zgodność danych biletu z okazicielem i odblokował przejście na położone niżej różnokolorowe perony poszczególnych nitek metra. Kiedy minął bramkę, znalazł się w strefie wygłuszenia prywatnych komórkowców i terminali notepadów. Tu działały tylko komunikatory służb specjalnych, zresztą tak samo jak przy lotniskach, przystaniach promowych, komisariatach i szpitalach. Ruszył korytarzem na peron skąd w kierunku city odjeżdżały małe, sześcioosobowe, błękitne wagoniki. Wsiadł samotnie do jednego z nich, nucąc pod nosem w takt cichej melodii dobywającej się z głośników wagonika podłączonych do sieci lokalnych wiadomości. Przerzucił obojętnie gazetę. Tylko prześlizgiwał się wzrokiem po nagłówkach artykułów, nie czytając ich treści i uśmiechał się na widok trzech całostronicowych reklam z rysunkiem wielkich, uchylonych drzwi podpisanych sloganem "Dokąd chcesz dziś wyjść?". Po kwadransie jazdy wcisnął gazetę do teczki i wyszedł z podziemnej stacji na rogu ulic, gdzie stał biurowiec w którym pracował.

Ruchome drzwi od holu rozjechały się przed nim na boki, kiedy przeszedł pod fotokomórką. Skinął głową strażnikom siedzącym za wysoką, kamienną amboną z ukrytymi monitorami podglądu głównych punktów budynku i mijając stanowisko informacji podszedł do rzędu służbowych wind. Przytknął oko do wziernika jednej z nich. Ten rozpoznał wzór jego siatkówki i odnotował w komputerze pracodawcy godzinę przyjścia do pracy. Drzwi windy odblokowały się, a kiedy znalazł się w środku, kabina automatycznie ruszyła na 14 piętro, do jego biura. [...]

Julius wszedł przez mleczno szklane drzwi do swojego pokoju, który zajmował 6 metrów kwadratowych wyłożonych białą tapetą z barwnymi odciskami stóp. Jedną ścianą było panoramiczne okno wychodzące na skrzyżowanie pod biurowcem. Bokiem do okna stało wielkie biurko z 21 calowym, płaskim, kwarcowym monitorem komputera ukrytego w miejscu jednej z szuflad. Komplet z biurkiem stanowił głęboki, obrotowy fotel, za którym ścianę obwieszono plakatami Sorajamy z serii cyber-genoids. W rogu przy biurku postawiono jeszcze wąską, wysoką do sufitu szafkę, pełniącą rolę rupieciarni i barku ze schowanym bezprzewodowym czajnikiem. W swojej pracy Julius nie potrzebował żadnych stosów papierów, ksiąg i innych dokumentów, więc nawet nie miał mebli, gdzie mógłby to wszystko trzymać. Wystarczyło mu kilka prawniczych i multimedialnych DVD-ROM-ów oraz serwer firmy podłączony na stałe - z opcją autoaktualizaji danych - do wybranych miejsc sieci WWW i FTP. Ścianę na przeciw biurka zdobiły kompozycje z kilkunastu donic paproci spływających w kierunku podłogi gęstymi jęzorami liści ponad metrowej długości. Sprzątaczki nie cierpiały odkurzać jego pokoju.

Postawił teczkę pod biurkiem, usiadł na fotelu i do jednej z szuflad wrzucił wyjęty z marynarki batonik. Uruchomił swój komputer. System zażądał osobistego kodu dostępu, a po chwili wyświetlił bitmapę desktopu ze skrótami do najczęściej używanych programów. Julius zrezygnował z logowania w Intranecie firmy, tylko od razu włączył modem i zgłosił się do swojej prywatnej skrzynki pocztowej założonej na jednym z niezliczonych publicznych serwerów. Ale zrobił to łącząc się przez ich stronę reklamową w Internecie i ogólnodostępny telefoniczny numer do sieci, a nie przez numer, który przysługiwał mu jako użytkownikowi konta. W anonimowym tłumie łatwiej się ukryć. A i tak w tle miał jeszcze uruchomiony hacker'ski program wysyłający fałszywe informacje do tych apletów ze stron WWW, które ściągały dla swoich twórców dane telefonów i komputerów łączących się z nimi osób. SoftPolicja też bardzo lubiła w tajemnicy przed właścicielami cyber lokacji podczepiać takie programiki do różnych, monitorowanych stron. Wczoraj przed wyjściem do domu połączył się w identyczny sposób z providerem e-maila i przekazał mu polecenie ściągania nocą wskazanego pliku z wielkiego serwera w Makao, gdzie przez ostatni tydzień funkcjonował adres warezpride.com. Specjalnie na tę okazję już parę tygodni wcześniej wykupił sobie nowe konto pocztowe, bo żeby wykonać taką operację musiał najpierw odczekać promocyjny, darmowy miesiąc używania cyber adresu, a dopiero po nim miał pełne możliwości korzystania z usług serwera. Konto wykupione było na fikcyjne dane osobowe i numer telefonu samotnej budki z przedmieścia. Zapłacił za nie za kwartał z góry, ale nie kartą bankomatową, tylko gotówką przekazaną z odległej dzielnicy miasta, przez małą filię ogromnego banku, z którym nie miał nigdy wcześniej żadnej styczności. Przez okres tego pierwszego miesiąca sam do siebie wysyłał lipne korespondencje z ulicznych i pocztowych modemów, tak aby adres sprawiał wrażenie używanego. Równocześnie, wysiadując wieczorami w cyberkafejkach, Julius poszukiwał odpowiedniego adresu ftp lub http. Łączył się z wieloma miejscami i dokładnie sprawdzał ich zawartość. Przeglądał FAQ, grupy dyskusyjne i obserwował wymiany zdań na IRC-u. Ale nie zagłębiał się w ich treści, interesowała go tylko wskazówka, gdzie może znaleźć to, czego pragnął. Samemu nie włączał się do prowadzonych rozmów. Nigdzie nie chciał zostawić znaku swojej obecności. Nawet w ludzkiej pamięci. W końcu przed paroma dniami odkrył poszukiwane miejsce. Najpierw łączył się z nim codziennie z różnych publicznych modemów, ściągał pojedyncze, małe pliki, sprawdzał ich zawartość i testował na laptopie nie podłączonym do sieci. Obawiał się wirusów i prowokacji SoftPolicji. Jednak nie zauważał żadnych następstw swoich działań. Cracki do programów shareware'owych i wersji trialowych działały bezbłędnie, linki do starej sieci FidoNet były prawdziwe, a lista bugów z dotychczasowych systemów NT rzeczywiście pozwalała łamać ich zabezpieczenia. Programy prokuratorskie nie zablokowały jego domowego wejścia w sieć, w pracy nie czekali na niego mundurowi, a skanery antywirusowe na laptopie nie wykazywały żadnych intruzów. Śledził też doniesienia cyberwiadomości z Makao, ale nigdzie nie wspominano o tym adresie internetowym.. Wreszcie zdecydował się na ściągnięcie pliku, dla którego wykonywał wszystkie wcześniejsze przygotowania...

Arkadiusz Szynaka

Ciąg dalszy http://www.cyber.com.pl

KOLEKCJONERZY

Poznałem ich przypadkiem. Są tacy jak Ty i ja - normalni: studenci, pracownicy firm marketingowych, bankowiec. Jest ich siedmioro, może więcej... Znam tylko tych...

Zepsuła mi się drukarka. Poszedłem do znajomego. Drukujemy... Pijemy kawę. Na biurku książki, papiery, jakieś drobiazgi... a między tym leżą kartki zadrukowane kolorowymi zdjęciami. Każda kartka jest podzielona na sześć części. Na sześciu zdjęciach przedstawieni są nieżywi ludzie. Nieżywi... to nic. Każdy ze zdjęcia zmarł - zginął "dziwną", nagłą śmiercią.

Widzę człowieka po wypadku samochodowym - przecięty na pół. Na innym zdjęciu: kobieta, pracownica firmy budowlanej, ma przebitą czaszkę. Następne: człowiek, który wydefekował własne jelita. Na kolejnym zdjęciu: brązowe, zdeformowane ciało - ten, a może ta, zasnął z papierosem.

Zaczęliśmy rozmowę na temat tej kolekcji. Jej właściciel opowiedział mi, że zdjęcia te przesłał mu pocztą elektroniczną znajomy, który dostał je od innego znajomego, itd. Cała siódemka zna się dzięki tym zdjęciom. Nie mieli nic przeciwko temu żebym po kolei z każdym porozmawiał - pierwszy na rozmowę zgodził się Wojtek.

Jest 32 - letnim mężczyzną, pracownikiem obsługi komputerowej jednej z warszawskich firm badania rynku. Jest dobrze ubrany, robi wrażenie człowieka bardzo spokojnego i rozważnego [...].

Wojtek: Wiesz... to tylko zabawa, nic złego ... to zabawa.

Powiedz, jak zdobywacie zdjęcia ?

Zaczęło się od tego, że kumpel brata jest lekarzem, w Internecie jest taki adres, gdzie są... chyba porady dla nich... trudne przypadki... czy coś takiego. Kumpel to zdjął i przesłał mi. Ja przesłałem to innemu. I jeszcze ktoś się dowiedział, ale nie miał dostępu do Sieci, to mu nagrałem na dyskietkę. [...] Tak, są takie adresy dla lekarzy, mówiłem już, dla ratowników drogowych, adres gdzieś w Niemczech. Czasem też takie różne, dziwne inne. Zbieramy to bo... śmierć zawsze jest ...

... fascynująca.

No, no, coś takiego. Ale to zabawa. Nie latam po ulicach i... Z głową mam wszystko w porządku. Nie chodzę w nocy na cmentarz...

W porządku, rozumiem.

[...] Śmierć jest fascynująca... Pytasz dlaczego? Bo w telewizji, na filmach to takie sztuczne... Gry. O gry - DOOM, DUKE... wiesz to jest sztuczne, udawane. Nie ma prawdziwej śmierci. Nie widzisz człowieka, który naprawdę umarł. Wszystko się dzieje szybko, na filmach umiera ktoś, a zaraz jest następny ktoś i już [...].

Czy sprawia ci przyjemność oglądanie takich zdjęć?

Nie, to jest... no taka fascynacja... Szukam takich zdjęć, bo chcę wiedzieć jakie jest życie i... śmierć [...].

Trafisz na takie śmieci (w Internecie) wiesz, porno, itd., ale to nie o to chodzi. Ja tylko chcę poznać... może prawdę... realność... jak wygląda śmierć.

A jak myślisz - twoi znajomi - po co to robią?

Wiesz, na pewno to ja tego nie wiem. Wiele o tym nie rozmawiamy, ale... myślę, że podobnie... chyba... no nie wiem, ale chyba podobnie.

Tworzą grupę, znają się słabo; łączy ich wymiana adresów internetowych, bądź już wydrukowanych zdjęć. Czują się zażenowani i zawstydzeni zbieraniem obrazów śmierci, ale nie widzą w tym nic złego (podczas trwania każdej rozmowy widziałem na twarzy i słyszałem w głosie mego rozmówcy to zażenowanie). Szukają w Internecie adresów, gdzie można znaleźć zdjęcia ze śmiercią - przesyłają informacje o tych adresach, przesyłają sobie same zdjęcia.

Można przypuszczać, że wszyscy traktują śmierć jak pornografię. Podniecają się widokiem nieżywych ciał; ciał, które są zdeformowane. Czerpią z tego widoku przyjemność. Śmierć jest dla nich kolejną podnietą. Znane są psychologii i psychiatrii choroby związane z fascynacją śmiercią. Rys charakterologiczny członków grupy odpowiada opisowi niektórych dewiacji. Internet, chyba od swego powstania był i jest wykorzystywany przez różnego rodzaju dewiantów i psychopatów. Nie stoi na przeszkodzie, żeby wśród adresów poświęconych pedo i zoofilii znaleźć adresy dla nekrofilów.

Zjawisko jest zatem niebezpieczne. Oglądanie śmierci na zdjęciach może być wkrótce niewystarczające dla któregoś z mych rozmówców... Co wtedy? Nie zwracanie uwagi jest też niebezpieczne dla samych "kolekcjonerów". Fascynacja śmiercią może pchnąć ich do samobójstwa.

Śmierć jest częścią życia - jedyną pewną rzeczą. Integralnie do niego należy, dlatego naturalną psychologiczną i społeczną potrzebą człowieka jest jej poznanie. Poprzez poznanie człowiek oswaja się ze śmiercią; przestaje być dla niego tak bardzo straszna. Niezaspokojenie tej potrzeby powoduje u ludzi lęki i frustracje.

Dawniej śmierć towarzyszyła ludziom w ich codziennym życiu. Człowiek oglądał śmierć swoich bliskich, którzy umierali w domu. Tam też ciało pozostawało do czasu pogrzebu. Cmentarz w średniowieczu znajdował się w środku miasta i wsi, a nie poza ich obrębem. Był miejscem spotkań kochanków, staruszków, pijaków i cyrkowców.

Człowiek również sam zabijał zwierzęta przeznaczone na pokarm. Powszechne korzystanie z masarni i ich rozwój nastąpił dopiero w połowie dwudziestego wieku. Wcześniej zwierzęta hodowlane kupowano na targach żywe. Zabijano je i oprawiano w mieszkaniach. Było to praktykowane w domach biednych i zamożnych, inteligentów i robotników, w mieście i na wsi. Dziś, gdy techniczna cywilizacja wyrugowała śmierć do szpitali, na cmentarze chodzimy raz do roku, a zwierząt nie zabija się już w domu, współczesny człowiek nie ma szans oswoić się ze śmiercią. Można przypuszczać, że Internet zaczyna odpowiadać na tę ludzką potrzebę. Człowiek, który nie ma możliwości spotkania śmierci w swym codziennym życiu, zaczyna szukać jej, między innymi, w Internecie. Sieć daje mu możliwość poznania śmierci i oswojenia się z nią.

Nie wiadomo, który z aspektów kolekcjonowania obrazów śmierci jest właściwy. Pierwszy z nich według którego zjawisko to jest wyrazem dewiacji zdaje się być prosty i oczywisty. Tylko czy życie jest tak proste? Drugi odkrywa głębszą warstwę Internetu. Pokazuje, że Internet jest dla współczesnego człowieka nie tylko narzędziem czy siecią łączności. Pokazuje, że Internet staje się tak, jak do tej pory rodzina, religia, czy subkultura, instytucją kulturową, odpowiadającą na konkretne potrzeby człowieka.

Nie jest łatwym i oczywistym wskazanie, która z prób wyjaśnień tej sytuacji jest właściwa. Obie są tylko pewnymi możliwościami, a pytanie jak to się dzieje, dlaczego ludzie szukają w Internecie śmierci pozostaje bez odpowiedzi. Można zadać kolejne pytania. Czy opisane zjawisko jest marginalne, czy krąg osób kolekcjonujących "śmiertelne pocztówki" jest większy? Czy zjawisko to będzie się rozszerzać?

Mnie osobiście interesuje jeszcze, co stanie się z tą "siódemką"?


Zobacz również