Za dużo tego dobrego

Golf to bardzo stara gra. Ludzie zaczęli się nią zabawiać już ponad pięć wieków temu i od tego czasu piłeczki golfowe, jak i przyrządy służące do ich odbijania przeszły niejedną metamorfozę.

Golf to bardzo stara gra. Ludzie zaczęli się nią zabawiać już ponad pięć wieków temu i od tego czasu piłeczki golfowe, jak i przyrządy służące do ich odbijania przeszły niejedną metamorfozę.

Jeszcze całkiem niedawno kije golfowe były zrobione z drzewa orzesznika i grało się szytymi skórzanymi piłeczkami, ciasno upakowanymi gęsim pierzem. Jakieś 20 czy 30 lat temu do najważniejszych zmian w technologii golfa zaliczano przejście na metalowe kije i piłeczki z gumowym rdzeniem. Dziś natomiast postęp w technologii materiałowej i w sferze projektowania powoduje, że gracze mają do dyspozycji piłeczki i kije, które w zasadniczy sposób odmieniają oblicze golfa. I to niekoniecznie odmieniają na lepsze.

Zastanówmy się przez chwilę, czy dzisiejsi zawodnicy są lepsi niż gracze z przeszłości. Suche dane liczbowe - odległości, na jakie potrafi posłać piłeczkę taki chociażby John Daly, czy niezliczone rekordy ustanawiane na licznych obiektach przez Tigera Woodsa - mogłyby sugerować, że tak właśnie jest. Ja uważam jednak, że dawni mistrzowie tego sportu, jak Sam Sneads, Ben Pogan czy Byron Nelson, radziliby sobie dziś na polach golfowych lepiej niż obecne gwiazdy, górując nad nimi dyscypliną umysłową, umiejętnościami i temperamentem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Zaliczam się do sporego grona osób, które uważają, że czas już położyć tamę postępowi technologicznemu w golfie. Być może już teraz zabrnęliśmy za daleko. Weźmy na przykład współczesną piłeczkę. Dziś już nikogo specjalnie nie dziwią uderzenia na odległość 275 metrów, choć zaledwie osiem lat temu, kiedy najlepsi zawodowcy uzyskiwali na turniejach średnio nieco ponad 240 metrów, byłyby to wyniki wprost fantastyczne. Dzisiejsi mistrzowie wcale nie są fizycznie silniejsi czy jakoś zdolniejsi od swoich poprzedników. Lepsze wyniki gwarantuje im po prostu lepsza technologia: poprawiony kształt wgłębień w piłeczce czyniących ją bardziej aerodynamiczną w locie, a także sprężynujące działanie tytanowych kijów golfowych. Dwadzieścia lat temu Jack Nicklaus przestrzegał nas przed pogonią za coraz większą donośnością piłeczek, a my na jego widok pukaliśmy się w głowę. Ale to właśnie on miał rację, a nie my i odległości, na jakie dziś daje się posyłać piłeczkę bardzo poważnie - i niedobrze - wpływają na architekturę pól golfowych i na charakter samej gry.

Pola golfowe zyskały swój klasyczny kształt w latach 20. ubiegłego wieku. Powstałe wtedy obiekty wyznaczyły standardy, stanowiąc niezrównane kombinacje dookolnej przyrody, rozmiarów, zróżnicowania poszczególnych dołków i innych elementów składających się na znakomitą architekturę pól. Wszystkie te szacowne, klasyczne obiekty - by wymienić chociażby Pine Valley, Merion, Winged Foot, Cypress Point czy Pebble Beach - popadają dziś w tarapaty. Niektóre z nich są wydłużane, zmienia się w nich położenie bunkrów i niektóre ich odcinki są poszerzane, ponieważ piłeczki zaczęły teraz szybować w miejsca, do których jeszcze niedawno nie miałyby szans dolecieć. Przy okazji tych zabiegów wyparowuje gdzieś niepowtarzalny charakter i wdzięk klasycznych pól golfowych. Te, które nie są przebudowywane, muszą się liczyć z tym, że organizatorzy najważniejszych zawodów zaczną je omijać. Pole Augusta National, na którym rozgrywany jest turniej Masters, prawie w niczym już nie przypomina obiektu, jaki pamiętamy sprzed kilku zaledwie lat. Zostało gruntownie przebudowane w 2000 r. tylko po to, by nie dać się wyprzedzić postępowi w technologii.

Złudzenie technologiczne

Nie wszystkim to jednak przeszkadza. Nie brakuje takich, którzy chwalą zachodzące zmiany, utrzymując, że doskonalszy sprzęt pozwala przeciętnym zawodnikom osiągać lepsze wyniki, co czyni ten sport przyjemniejszym i przyciąga do niego coraz większe rzesze graczy. Nie przeczę, że golf powinien przyciągać możliwie wielu miłośników - jak zresztą każda forma rozrywki czy sportu. Pomyślmy jednak przez chwilę. Mam już 51 lat, ale nigdy dotąd nie uderzałem piłeczki na takie odległości jak teraz. Brzmi to jak czcza przechwałka, ale to najszczersza prawda. Dawniej tak nie bywało. Dawniej człowiekowi ubywało sił wraz z wiekiem, ale teraz ubytek sił kompensuje nowatorski sprzęt.

Technologia daje nam jedynie złudzenie lepszej gry. Siła potrafi omamić.

Nie same jednak złe rzeczy przytrafiają się golfowi. Weźmy na przykład postęp w technologii transmisji turniejów golfowych. Zdumiewające jest to poczucie bycia tuż obok zawodników, ten dramatyzm wydarzeń oglądanych z bliska i w każdym szczególe. W Internecie możemy na bieżąco śledzić każde uderzenie dowolnego zawodnika. W czasie turnieju British Open na polu St. Andrews realizatorzy umieszczają kamerę nawet we wnętrzu bunkra 17. dołka - jednego z najsłynniejszych bunkrów golfowych w ogóle. Dzięki takim zabiegom widzowie mogą naprawdę rozkoszować się grą, mogą na własne oczy przekonywać się, jak dobrzy są dzisiejsi zawodowcy. Kto wie, może kiedyś doczekamy się nawet kamery wbudowanej w piłeczkę? Uważam, że to właśnie postęp technologiczny w tym obszarze przyczynił się najbardziej to tego, że golf stał się dziś grą jeszcze ciekawszą i nadającą się do oglądania, przyciągającą przed ekrany nawet osoby, które w życiu nie miały kija golfowego w ręku.

W przypadku technologii - jak i zresztą wszystkiego innego w życiu - ważne jest zachowanie właściwych proporcji. W przypadku golfa wyzwanie polega na dalszym usprawnianiu gry, na czynieniu jej bardziej dostępną i przyjemną - jednak bez chodzenia na kompromisy. Musimy tak dobierać nowe technologie, byśmy kolejnym pokoleniom przekazali ten sam sport, który odziedziczyliśmy po naszych poprzednikach.


Zobacz również