Zagrać w filmie

Drodzy moi, a może by tak samemu zagrać w filmie, zaprosić znajomych do naszego kina domowego i pokazać im film z nami w rolach głównych? Przecież jest to najzupełniej możliwe. Myślę tak sobie, ilekroć włączam komputer i na pulpicie pojawiają się ikonki programów iMovie oraz iDVD. Realizacja, a potem montaż i wypalenie płyty DVD z własnym filmem wydają się dziecinną igraszką, jeśli się ma choćby zwykłego nowego Maca. Może by więc spróbować?

Drodzy moi, a może by tak samemu zagrać w filmie, zaprosić znajomych do naszego kina domowego i pokazać im film z nami w rolach głównych? Przecież jest to najzupełniej możliwe. Myślę tak sobie, ilekroć włączam komputer i na pulpicie pojawiają się ikonki programów iMovie oraz iDVD. Realizacja, a potem montaż i wypalenie płyty DVD z własnym filmem wydają się dziecinną igraszką, jeśli się ma choćby zwykłego nowego Maca. Może by więc spróbować?

Pamiętam z dzieciństwa ceremonię rozwieszania na haczyku ceratowego ekranu, ustawiania epidiaskopu do wyświetlania slajdów i starannego układania obrazków w magazynku. Potem byli goście, ściszona muzyka z magnetofonu szpulowego Grundig ZK 140T i "pokaz multimedialny" wywołujący okrzyki zachwytu zebranych. Ojciec był ambitny, więc wkrótce w domu pojawił się projektor filmowy 8 mm "Kiev", kamera na sprężynę, którą nakręcało się jak budzik, oraz toporna sklejarka, na której reżyser i montażysta w jednej osobie wieczorami łączył pocięte kawałki celuloidowej taśmy. Teraz projekcje odbywały się przy głośnym warkocie projektora i najczęściej były przerywane w nieoczekiwanych momentach z powodu zerwania taśmy. Obrazy na ekranie były co prawda ruchome, ale jakże niedoskonałe. To było tak niedawno!

Dziś wszystkie kłopoty usunięto: nie potrzeba warczącego projektora, nie trzeba godzinami ślęczeć nad sklejarką i nie ma obawy, że taśma się zerwie. Wszystko (no, prawie wszystko) potrafi za nas wykonać komputer. Kamera cyfrowa nagra obrazy, automatycznie ustawiając parametry oświetlenia, program komputerowy "potnie" nagranie na sceny, poustawia w rządku i pozwoli nam zakomenderować, w jakiej kolejności mają się znaleźć na płycie. Potem włożymy do szufladki srebrny krążek za parę złotych, naciśniemy ikonkę "burn" (wypalaj) i film gotowy. Na dodatek z gwarancją, że się nie spali od przegrzania, co zdarzało się filmom na celuloidzie (sam to przeżyłem).

No więc jak, prawda, że aż grzech nie spróbować? Wyobraźcie sobie własny film, z najbliższymi w rolach głównych, na wielkim, ściennym, płaskim ekranie. Prawdziwe kino! Nie żaden tam duży telewizor, ale ekran jak się patrzy: płaski, matowy, duży. A obraz rzuca nań prawdziwy lampowy projektor. Jeśli usiądziecie w pokoju wielkości mniej więcej 20 metrów kwadratowych, możecie się czuć jak w luksusowej sali Platinum najelegantszego kina w stolicy.

Wiem, ważne jest jeszcze, żeby się nie wstydzić tego, co na ekranie, ale od czego doświadczenie nabyte podczas oglądania setek innych, jak najbardziej profesjonalnych filmów w kinie domowym? Może nie warto od razu wzorować się na Julii Roberts czy Russellu Crowe, jednak bogato reprezentowane także na DVD kino klasy "B", pokazujące aktorów dysponujących talentem znacznie bardziej zbliżonym do naszego, może się okazać naprawdę pomocne. Najważniejsze, żeby nie zapomnieć o scenariuszu! Warto go napisać, zanim zaczniemy kręcić film, choćby po to, żeby nie kopiować awangardowych pomysłów twórców filmu "Polisz Kicz Projekt". Bądźmy tradycjonalistami - wymyślmy fajną historię i spróbujmy sami ją zagrać. O ileż ciekawsze okażą się wtedy zwykły wyjazd na narty czy wakacje w ciepłych krajach, gdzie rosną palmy.

Gdy to proponuję, nie chodzi mi bynajmniej tylko o szansę na zabawę rodzinną oraz realizację kilku skrytych marzeń prawie każdego z nas. W tej propozycji kryje się podstęp: próbuję was namówić na wykorzystanie WSZYSTKICH możliwości technicznych, jakie są już w zasięgu ręki, i przekonać, że tak jak prawdziwemu kibicowi przydaje się, jeśli sam umie grać w piłkę i robi to od czasu do czasu, bez względu na wiek i pozycję zawodową, tak prawdziwy kinoman powinien co najmniej raz stanąć po drugiej stronie kamery, by lepiej zrozumieć i bardziej docenić to, co oferuje nam dzisiaj kino domowe.

Tomasz Raczek Krytyk filmowy i felietonista. Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji (Perły z lamusa) i rozmów drukowanych we Wprost oraz wydanych w trzech książkach: "Perły do lamusa?", "Poławiacze pereł" i "Perłowa ruletka".


Zobacz również