Zatoka piratów

Młodzi ludzie zaczepiają przechodniów, pomrukując pod nosem: "gry - użytki", gry - użytki". Kilka metrów dalej policjanci wypisują mandat za złe parkowanie - wtykają kartonik za wycieraczkę i przechodzą na drugą stronę ulicy, by ukarać kolejnego kierowcę. "Gry - użytki, gry - użytki" - słowa z trudem przebijają się przez uliczny zgiełk. Jednak magiczne zaklęcie działa i przyciąga kolejnych klientów. Witajcie na giełdzie komputerowej! Witajcie w Zatoce Piratów

Młodzi ludzie zaczepiają przechodniów, pomrukując pod nosem: ''gry - użytki'', gry - użytki''. Kilka metrów dalej policjanci wypisują mandat za złe parkowanie - wtykają kartonik za wycieraczkę i przechodzą na drugą stronę ulicy, by ukarać kolejnego kierowcę. ''Gry - użytki, gry - użytki'' - słowa z trudem przebijają się przez uliczny zgiełk. Jednak magiczne zaklęcie działa i przyciąga kolejnych klientów. Witajcie na giełdzie komputerowej! Witajcie w Zatoce Piratów!

"DZIECI WESOŁO WYBIEGŁY ZE SZKOŁY..."

!!! WITAJCIE POSIADACZE PC !!!

MAM DLA WAS SPECJALNĄ OFERTĘ ...

SPRZEDAM WYSYŁKOWO (W CAŁEJ POLSCE)

GRY I PROGRAMY NA PC.

MAM PRZEWAŻNIE GRY FULL-CD, ALE TAKŻE

PROGRAMY UŻYTKOWE, PROJEKTANCKIE

SYSTEMOWE, MULTIMEDIALNE ENCYKLOPEDIE.

PISZCIE POD ADRES: KOPIER@....................

Od niepamiętnych czasów polski rynek komputerowy zmaga się z problemem piractwa software'owego. Jak na razie, bez wyraźnych efektów. W krainie niegdyś mlekiem i miodem płynącej, dziś płynie strumień, a w zasadzie rwąca rzeka oprogramowania pirackiego. Jej wartki nurt zrywa kolejne moralne tamy i bariery - dziś po nielegalne programy świadomie sięgają nawet uczniowie najmłodszych klas szkoły podstawowej - dziesięcioletni użytkownicy komputerów, którzy z rozmysłem omijają sklepy i legalnych dystrybutorów, zwracają się do swych starszych kolegów. Ci zaopatrują "małolatów" we wszelkie potrzebne programy. Tak jest taniej, wygodniej, szybciej, łatwiej. A czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci - mówi przysłowie.

Mechanizm działania pirackiego przedszkola jest stosunkowo prosty - wystarczy, że tata kupi ukochanemu synkowi nagrywarkę (miesięczna sprzedaż tego typu urządzeń osiąga w Polsce pułap kilku tysięcy sztuk). W stosunkowo krótkim czasie adept komputerowego kopiowania zaczyna bezpłatnie - w ramach przysługi - rozprowadzać programy wśród najbliższych kolegów. Pozostali znajomi muszą już za pirackie kopie zapłacić. Interes kwitnie - a wraz z nim duma z powodu pierwszych, własnoręcznie zarobionych pieniędzy oraz poczucie finansowej niezależności. Tak przynajmniej twierdzi Marek, który piracki proceder rozpoczął zaledwie rok temu, jeszcze w ostatniej klasie szkoły podstawowej. Dzisiaj jest uczniem jednego z warszawskich liceów - w pirackie kopie zaopatruje przyjaciół ze szkolnej ławy, a także... pana od geografii, któremu ostatnio "załatwił" Microsoft World Atlas '98, za jedyne 15 ZŁ. Tygodniowo wykonuje od kilku do kilkunastu nielegalnych kopii gier i programów użytkowych. Taka liczba w zupełności zaspokaja potrzeby jego klientów, a przedsiębiorczemu młodzianowi przynosi zyski w zupełności wystarczające na dostatnie życie. Marek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie należy do rekinów pirackiego biznesu. Nie wie jednak, że w pirackiej hierarchii zajmuje najniższe miejsce, i że takich jak on "prawdziwi piraci" nazywają "zwykłą lamą z nagrywarką"...

MAFIA W KRÓTKICH SPODENKACH

Media, które już dawno dostrzegły problem piractwa, często kreują wizerunek brodatych mężczyzn, z hakiem zamiast ręki, drewnianą protezą, nieodłączną przepaską na oku i papugą na ramieniu. A teraz poważnie - kiedy wyruszycie na poszukiwanie nielegalnego oprogramowania, na pewno nie spotkacie piratów o takim wyglądzie. To postacie ze starych analogowych mitów, rozsławione opowieściami rodem z portowych tawern - dzisiejsza elektroniczna rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej.

"To, co się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie" - skarży się jeden z legalnych giełdowych sprzedawców. Istotnie - "to co się dzieje" przechodzi, staje obok i szyderczo się uśmiecha... W ręku trzyma stertę komputerowych wydruków zawierającą listę programów, które aktualnie ma w swojej ofercie. Tak właśnie wygląda przeciętny komputerowy pirat.

Ten akurat okazał się wyjątkowo rozmowny i na dodatek przedstawił swoich wspólników. Największe wrażenie robi Jasio. Jasio ma lekką nadwagę, nieco tępe spojrzenie i dwa metry wzrostu - w wojsku był komandosem. Zapewne nie odróżniłby kości RAM-u od kostki masła, ale jako "straszak" spisuje się znakomicie. Po wysłuchaniu opowieści, włos jeży mi się na głowie - nawet jeśli tylko połowa z tego, co mówią, jest prawdą. Na giełdę nie przyjechali handlować - o nie! Przywieźli tylko kilkadziesiąt płyt dla tych, którzy robią to za nich. "Dostawa!" - pokrzykują i klepią się radośnie po plecach. To hurtownicy, a nie detaliści - stać ich na wynajęcie kawalerki, "dziupli", w której dzień i noc - noc i dzień jeden z nich "produkuje" zestawy gier i "użytków". "Nikt przy zdrowych zmysłach nie trzyma przecież sprzętu w domu". To tak na wszelki wypadek, naprawdę jednak nie boją się nikogo i niczego - takie przynajmniej sprawiają wrażenie. "Policja?!! Jaka policja? Dziś ich nie będzie..." Skąd wiedzą? Wiedzą! "Od tego są przecież przyjaciele..." Cała grupka stwarza pozory rekinów pirackiego biznesu - do pełnego wrażenia brakuje tylko płetw na plecach. Równie dobrze czuliby się w roli "koników" pod kinem, narkotykowych "dilerów" lub "cinkciarzy", stojących przed kantorem i bezustannie mamroczących coś o dolarach i markach. Akcesoria, z grubsza te same - obowiązkowo telefon komórkowy i łańcuch na szyi. Złoty, żeby nie było wątpliwości... Wrażenie psują tylko krótkie spodenki - ale cóż, jest przecież zwykłe, gorące, giełdowe popołudnie...

LICZBY MÓWIĄ SAME ZA SIEBIE

Ocenia się, że przez software'owe piractwo globalny rynek komputerowy w 1997 r. stracił ok. 11,5 mld USD. Według danych zgromadzonych przez Business Software Alliance, liderem na światowym rynku nielegalnego oprogramowania jest Europa Wschodnia. "Współczynnik piractwa" wynosi tu prawie 77%. Na drugim miejscu - z wynikiem 72% - znajduje się Środkowy Wschód. Najniższym wskaźnikiem - ok. 27% - mogą się poszczycić Stany Zjednoczone. Tam jednak sprawy o naruszenie praw autorskich, w których chodzi o więcej niż 10 kopii lub 2500 USD, traktowane są jako poważne przestępstwo kryminalne.

W Polsce dochodzi już do prawie przemysłowego kopiowania programów. Kopiowane są nie tylko CD-ROM-y, ale i dokumentacje. Podrabia się nawet karty licencyjne i opakowania. O skali zjawiska może świadczyć wartość sprzętu kopiującego (przekraczająca milion złotych) używanego przez typowych, pojedynczych piratów.

Przy średniej skali piractwa, ocenianej na 39% w Europie Zachodniej i 77% w Europie Wschodniej, Polska z 61% mieści się pośrodku stawki. Daleko nam oczywiście do przodującej prawie "wolnej od piractwa" Wielkiej Brytanii (31%) i Danii (32%). Wypadamy znacznie lepiej niż czołowi "piraci", jak Bułgaria (93%) czy Rosja (89%), a nawet jesteśmy oceniani lepiej niż niektóre kraje zachodnie (Irlandia - 65%, Grecja 73%).

Warto jednak pamiętać, że procentowe oceny nie w pełni oddają skalę strat wynikających z piractwa - w ich ocenie pod uwagę trzeba bowiem brać wielkość rynku software'owego w poszczególnych krajach. Rekordowo niski poziom piractwa w Stanach Zjednoczonych szacowany jest na 27%, jednak z tym pozornym sukcesem kryją się straty w wysokości 2,8 mld USD. Dla porównania w Wietnamie, gdzie rynek software'owy w 98% stanowią kopie pirackie - straty ocenia się na zaledwie 10 mln USD.

Globalne straty producentów oprogramowania, wynikające ze skali piractwa, są ogromne - szacuje się je na ok. 11,5 mld USD, z czego Polsce przypada ok. 108 mln USD (dane z 1997 r.).

Policja, firmy dystrybucyjne i stowarzyszenia ochrony praw autorskich zapowiadają bezwzględne traktowanie piratów. Od kilku lat zagadnienia związane z komputerowym piractwem są stałym punktem szkoleń policjantów organizowanych m.in. w Wyższej Szkole Oficerskiej w Szczytnie i Pile. Niedawno grupa policyjnych specjalistów z Polski uczestniczyła w szkoleniu organizowanym przez Akademię FBI w Budapeszcie (jest to jedyna tego typu placówka w Europie Wschodniej).

We wrześniu w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie odbędzie się IV Forum Teleinformatyki - organizatorzy zapowiadają, że poświęcą wiele miejsca na omówienie wszelkich odmian komputerowej przestępczości.

Problem piractwa zaczyna traktować się w naszym kraju bardzo poważnie - nadal jednak samo ściganie tego typu przestępstw jest niezwykle trudne. O ile w miarę łatwo można skontrolować legalność oprogramowania używanego w firmach i instytucjach (np. w ramach kontroli skarbowej), o tyle znacznie trudniej zwalczać "miejską partyzantkę", w jaką zmienił się szary rynek oprogramowania. Policjanci nie mają uprawnień do prewencyjnych kontroli i "nalotów" na giełdy komputerowe - interweniować mogą jedynie wtedy, gdy uzyskają oficjalne zawiadomienie o przestępstwie. Dochodzenia w tych sprawach wymagają z kolei skomplikowanych i pracochłonnych czynności operacyjnych, które mają na celu dotarcie do źródeł, czyli producentów i hurtowników pirackiego software'u.

Wielu "producentów'' i sprzedawców nielegalnych kopii zeszło do podziemia. Jedynie nieliczni weterani lub niedoświadczeni nowicjusze decydują się na "otwartą" giełdową działalność. Najostrożniejsi już tam nie sprzedają, a nawet nie zaopatrują się w czyste płyty CD-R. Na giełdach działają przeważnie pośrednicy, często mający sieć starannie dobranych, zaufanych klientów. Zresztą i to się zmienia. "Przy obecnych cenach nagrywarek dysków CD piractwo zaczyna pojawiać się u końcowych "userów", dlatego staje się właściwie nieuchwytne. [...] Niebawem, w poszukiwaniu mieszkającego w sąsiedztwie pirata trzeba będzie robić naloty na całe dzielnice, wykonywać rewizje u wszystkich"- pisze ktoś na liście dyskusyjnej pl.rec.gry.komputerowe.

Ponadto rodzimym piratom wyrosła poważna konkurencja - potężny strumień nielegalnego oprogramowania wlewa się do Polski przez wschodnią granicę.

"SAMYJE NOWYJE IGRY..."

W stosunkowo krótkim czasie tradycyjnym miejscem pielgrzymek dla osób złaknionych taniego software'u stał się warszawski Stadion X-lecia. Z pewnością nie jest to jedyne miejsce, gdzie kwitnie handel ciepłymi software'owymi bułeczkami zza Bugu, jednak z powodzeniem pretenduje do miana Pirackiego Eldorado. Ktoś, kto nie widział łady na rosyjskich numerach po brzegi wyładowanej nielegalnym oprogramowaniem, nie zdaje sobie nawet sprawy ze skali zjawiska. Ja widziałem...

To fascynujące patrzyć, jak zwykły turystyczny stolik czy łóżko polowe zamienia się w doskonale zaopatrzony i świetnie prosperujący sklepik... Takich sklepików jest wiele - razem tworzą pasaż handlowy - prawdziwą Aleję Software'owych Gwiazd, takich jak Microsoft, Symantec czy Corel. Nie brakuje oczywiście multimediów, a przede wszystkim gier - to właśnie one stanowią przeważającą część oferty.

"Polaki są dobre!" - mówi jeden ze sprzedawców. Nie wybrzydzają, nie kręcą głowami, tylko kupują. Dużo kupują. "Dobryj dien" to nie tylko przywitanie - to także dzień, w którym sprzeda się 20-30 (i więcej) pirackich kopii - wszystkie najczęściej w cenie od 20 do 40 ZŁ.

Niemal każdy dzień jest dobry... A będą jeszcze lepsze! To właśnie na potrzeby chłonnego polskiego rynku przygotowywana jest bowiem specjalna oferta. U "przyjaciół" ze Wschodu "za grosze" można kupić spolszczone (tandetnie, ale jednak) wersje gier - hitów, takich jak Hellfire czy Starcraft. Gier tych w wersji zlokalizowanej na próżno będziemy szukać na półkach legalnych dystrybutorów... Atrakcyjność przygotowanej specjalnie na nasz rynek oferty powoduje, że pirackie kopie - zamiast wegetować na marginesie prawdziwego software'owego rynku - niepodzielnie na nim królują. Sprzedaż pirackiego oprogramowania wielokrotnie przewyższa legalne nakłady.

INTERNET POD CZARNĄ BANDERĄ

Niecodzienną inicjatywą, bezpośrednio związaną z "czerwoną gorączką" - jak niektórzy nazywają zalew rynku pirackimi kopiami ze Wschodu - jest internetowy Klub Miłośników Gier Ruskich. Na stronach KMGR (http://thor.prohosting.com/~kmgr/) prowadzony jest serwis informacyjny poświęcony nowościom wydawniczym zza Bugu. Bynajmniej nie chodzi tu o dorobek rosyjskich programistów i wydawców. Nie można mieć jednak pretensji do autorów strony za to, że prowadzą tę nietypową kronikę, nawet jeśli popularyzują nielegalne oprogramowanie. Cóż - skoro zjawisko istnieje, dlaczego o nim nie pisać?

Oczywiście, Internet staje się też kanałem dystrybucji nielegalnego oprogramowania. Osławione "warezy" to przecież nic innego, jak magazyny pirackich programów, pluginów, gier... Chociaż składnice takie są starannie tępione przez administratorów, długo jeszcze nie znikną z krajobrazu Sieci. Na szczęście, chociaż Sieć nie zna granic, w polskich warunkach nie stanowią one większego problemu. Jakość połączeń uniemożliwia niekiedy poprawne "ściągnięcie" ogólnodostępnych, darmowych kilkumegowych pluginów i dodatków - cóż dopiero mówić o potężnych, nieznacznie tylko okrojonych wersjach gier i programów użytkowych.

Internet pełni też rolę "skrzynki kontaktowej". Piraci reklamują swe usługi przede wszystkim na listach dyskusyjnych. Coraz częściej pojawiają się też strony WWW prezentujące ich handlową ofertę. Dla przykładu Hotsoft (http://friko.onet.pl/ch/hotman/hot.html) to starannie prowadzona witryna, której autor ma w ofercie ok. 200 zestawów programów. Realizacja zamówienia trwa od jednego do czterech dni (poczta lub Servisco) - ceny 35-50 zł. Naprawdę brakuje tylko "koszyka", aby całość przypominała dobrze wyposażony i działający sklep internetowy.

LUDZIE LISTY PISZĄ...

"Ja też kiedyś kupowałem płyty pirackie, ale już tego nie robię" - pisze ktoś na forum listy dyskusyjnej. "Tym bardziej jak widzę tych tłumoków w dresach, co stoją pod giełdą [...]. Palanteria. Oni nawet nie wiedzą, co sprzedają [...]. Lameria i mafia wzięła się za piractwo".

"Nie mam nic przeciwko piractwu i wolę dresiarzy z tanim softem niż palantów w garniturkach z grami za 1,5 bani" - ripostuje inny internauta. "Staram się kupować oryginały, ale czasami szlag mnie trafia. "Profesjonalni" dystrybutorzy myślą, że oprogramowanie to towar jak każdy inny i można sprzedawać je jak np. proszek do prania czy kartofle, nie przejmując się patchami, wsparciem technicznym i przecenami staroci".

Temat powraca jak bumerang - odpowiedź jest ciągle taka sama: legalne programy są zbyt drogie, a ich pirackie odpowiedniki zbyt łatwo dostępne. Ponadto dystrybutorzy niewiele robią, aby uatrakcyjnić swoją ofertę. Nie jest to oczywiście do końca prawdą, ale w sytuacji, gdy nielegalne wersje programów dosłownie pchają się w ręce, decyzja co do ich zakupu następuje bardzo szybko. Zapomina się o "zielonych seriach" i nisko budżetowych wznowieniach. Zapomina się o tym, że zakup pirackich kopii to zwykła kradzież. W pogoni za nowościami pokusa rodzi się sama...

UPADEK ETYKI

Oskarżeni o piractwo komputerowe zostali nawet pracownicy renomowanego Instytutu Karolińskiego w Sztokholmie, a więc instytucji, która przyznaje Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii. Pracownicy sztokholmskiej prokuratury znaleźli w instytucie 90 kopii programu do analiz statystycznych, podczas gdy instytut oficjalnie zakupił jedynie 10. Eurodex - firma, która opracowała program - na drodze sądowej wystąpiła o odszkodowanie w wysokości 20 mln koron. Jak wynika z tego przykładu, korzenie pirackiego software'u wrastają głęboko nawet w komputery instytucji cieszących się najwyższym szacunkiem.

Jak tu się zatem dziwić zwykłym, przeciętnym zjadaczom chleba? Szczególnie w polskich realiach, gdzie software'owe piractwo ma tak głębokie tradycje. Nie trzeba być "najstarszym góralem", aby pamiętać czasy, kiedy niemal 100% programów na polskim rynku (szczególnie gier) pochodziło z nielegalnych źródeł. Często pojawiają się głosy, że to dzięki piratom komputery trafiły "pod strzechy". Bez stosownego oprogramowania byłyby przecież bezużyteczną kupą złomu. Pamiętajmy jednak, że obecne regulacje prawne jednoznacznie klasyfikują piracki proceder jako przestępstwo, za które grozi kara pozbawienia wolności (do 2 lat). Nie czas zatem na budowanie etosu...

Jak na razie, w sytuacji gdy zawodzą wszelkie antypirackie zabezpieczenia, moralitety i apele, najlepszą ochroną przed nielegalnym kopiowaniem staje się sprawnie działająca policja i sadownictwo... To właśnie zdecydowane działania organów ścigania doprowadziły w ciągu zaledwie 2 lat do zmniejszenia o ponad 30% skali piractwa we Włoszech. Jednocześnie sprzedaż legalnego oprogramowania wzrosła tam czterokrotnie.

Bob Kruger, wiceprezydent BSA (Business Software Alliance - firmy zajmującej się ochroną praw producentów do konkretnych programów), uważa, że podstawową przyczyną piractwa jest upadek etyki i nieprędko uda się znaleźć niezawodne rozwiązanie tego problemu. Do zwalczenia piractwa potrzebna jest radykalna zmiana świadomości użytkowników komputerów oraz głęboko zakorzenione poszanowanie dla cudzej własności. Niestety - jak się okazuje - nie wszyscy ludzie są aniołami.

LINKI

Agencja PRO (Polski Rynek Oprogramowania) - http://www.pol.pl/pro

Walczmy wspólnie z piratami - http://www.microsoft.com/poland/licencje/default.htm

KMGR (Klub Miłośników Gier Ruskich) - http://thor.prohosting.com/~kmgr/

TAK BYĆ NIE MOŻE !

Rozmowa z Marcinem Turskim - prezesem zarządu firmy LEM

Według raportu BSA w ciągu ostatniego roku udział nielegalnych kopii na rynku oprogramowania zmniejszył się w Polsce o 10%. Czy te optymistyczne statystyki dotyczą także rynku gier komputerowych?

Powodem spadku poziomu piractwa w Polsce może być np. to, że każdy nowy komputer sprzedawany w autoryzowanych punktach trafia do klienta z legalnym oprogramowaniem. Chociaż w sferze "małego biznesu" legalność używanego oprogramowania wciąż jeszcze pozostawia wiele do życzenia, to wiele firm prowadzących działalność gospodarczą także stara się korzystać z legalnie zakupionych aplikacji. W oczywisty sposób poprawia to wszelkiego rodzaju statystyki. W odniesieniu do gier komputerowych nie można jednak mówić o tym, że skala piractwa zmniejszyła się. Wprost przeciwnie, proceder ten dynamicznie się rozwija...

Jak zatem wygląda sytuacja na rynku gier komputerowych? Jak duży jest to rynek i w jakim stopniu dotknął go problem piractwa?

Spróbujmy dokonać pewnych ostrożnych, szacunkowych obliczeń. W Polsce jest ok. miliona komputerów domowych. Dość długo królowały u nas maszyny z procesorem 286 i 386 - następnie szybko ich miejsce zajęły procesory Pentium. Oznacza to, że komputery obecnie znajdujące się w naszych domach to w większości urządzenia technologicznie poprawne, mogące być platformą dla gier komputerowych - potencjalnie rynek jest zatem duży i wraz ze sprzedażą komputerów wciąż się powiększa. Ponadto miesięczny nakład krajowych czasopism poświęconych grom komputerowym wynosi ok. 250 tys. Wszystko to pozwala przypuszczać, że w Polsce jest przynajmniej 200 tys. komputerowych graczy. Teoretycznie, każdy z nich powinien w ciągu roku kupić minimum 3 tytuły, co w skali roku daje 600 tys. legalnie rozprowadzonych gier. Niestety, taka ilość gier w Polsce się nie sprzedaje. Ile się sprzedaje? Tego nie wiem. Podam jednak przykład z własnego "podwórka" - "Unreal", gra niewątpliwie dobra i długo oczekiwana przez graczy sprzedała się jak dotąd w ilości ok. 1000 egzemplarzy. Zakładając, że każdy z 5 wiodących, krajowych dystrybutorów w skali roku dysponuje dziesięcioma tak dobrymi tytułami ich łączna sprzedaż wyniesie ok. 50 tys. egzemplarzy. To naprawdę niewiele... To dramat!

Przypuszczam, że na jedną legalną kopię programu przypada ok. 15-20 jego "pirackich" wersji, przy czym proporcje te są zaburzone w przypadku tytułów określanych mianem "gier kultowych" - w ich przypadku pirackich kopii jest dużo więcej. Bardzo ciekawym zjawiskiem, a zarazem ilustracją skali piractwa jest też ilość kart 3dfx dostępnych na naszym rynku. Są to urządzenia przeznaczone tylko i wyłącznie do grania, a sprzedaje się ich więcej niż legalnych wersji gier, wykorzystujących możliwości tych kart.

W opinii wielu użytkowników piractwo swą popularność zawdzięcza wysokim cenom legalnych programów. Czy obniżenie cen nie zredukowałoby popytu na nielegalne kopie?

Sprawa cen to zupełnie inne zagadnienie. Kwestia cen leży poza dyskusją na temat piractwa. Rynek gier komputerowych jest rynkiem konsumenckim - jeśli nie będzie wersji pirackich, a mimo to gry nie będą się sprzedawały, nie wątpię w to że producenci i dystrybutorzy zareagują obniżeniem swoich marży. Jednak działania tego typu można podjąć dopiero na rynku, który jest wolny od produktów nielegalnych. Tylko w takich warunkach jest to ekonomicznie uzasadnione. Tymczasem, jak na razie, mamy do czynienia z taką argumentacją - "towar jest za drogi, więc go ukradnę". To jest błędne rozumowanie! Tak być nie może!

Jak ocenia Pan skuteczność policji w walce z piractwem? Nielegalne, a więc kradzione programy można przecież kupić wprost na ulicy, nierzadko pod okiem stróżów prawa.

Niestety, program komputerowy jest podatny na kradzież - w sensie technologicznym jest to bardzo proste. Koniecznie przy tym trzeba zaznaczyć że kradnie nie tylko ten kto kopiuje nielegalnie, ale też ten kto kupuje pirackie kopie. Zawiadomienia o nieprzestrzeganiu praw autorskich - a więc o dokonaniu przestępstwa - są w naszej branży chlebem powszednim. Nie chciałbym oceniać pracy organów ścigania, jednak wydaje mi się, że zarówno policja jak i prokuratura nie w pełni wykorzystują możliwości jakie daje kodeks karny. Spektakularne akcje pokazowe odbywają się szalenie rzadko i są tyle widowiskowe co nieskuteczne. Potrzeba więcej zdecydowanych działań, tym bardziej, że z problemem tym boryka się także branża muzyczna, a wkrótce, wraz z upowszechnieniem się DVD, także filmowa.

Od dawna staramy się naświetlić skalę problemu - niedawno w sprawach respektowania praw autorskich przedstawiciele wydawców i dystrybutorów software'u spotkali się z panią minister sprawiedliwości Hanną Suchocką. Mam nadzieję, że sytuacja zmieni się wraz z nowelizacją przepisów prawa - w ich świetle kradzież oprogramowania traktowana będzie z całą surowością jako pospolite przestępstwo.


Zobacz również