Zdjęcia na bank

Wyobraź sobie, że właśnie potrzebujesz fotografii uśmiechniętej Murzynki na tle archipelagu raf koralowych. Nieważne, czy pracujesz w agencji reklamowej, a scenki rodzajowej zażyczył sobie klient do najnowszego folderu, czy też w wydawnictwie, które opisze niebanalną egzystencję mieszkańców bananowej republiki - ważne, że zdjęcie jest potrzebne na wczoraj, a budżet ograniczony. Przeklinając bezlitosne terminy i skąpego szefa (kto powiedział, że tygodniowa sesja zdjęciowa na Kajmanach jest złym pomysłem?), robisz jedyną rzecz, która może ocalić projekt. Kontaktujesz się z bankiem zdjęć - twoim prywatnym pogotowiem ratunkowym.

Wyobraź sobie, że właśnie potrzebujesz fotografii uśmiechniętej Murzynki na tle archipelagu raf koralowych. Nieważne, czy pracujesz w agencji reklamowej, a scenki rodzajowej zażyczył sobie klient do najnowszego folderu, czy też w wydawnictwie, które opisze niebanalną egzystencję mieszkańców bananowej republiki - ważne, że zdjęcie jest potrzebne na wczoraj, a budżet ograniczony. Przeklinając bezlitosne terminy i skąpego szefa (kto powiedział, że tygodniowa sesja zdjęciowa na Kajmanach jest złym pomysłem?), robisz jedyną rzecz, która może ocalić projekt. Kontaktujesz się z bankiem zdjęć - twoim prywatnym pogotowiem ratunkowym.

Gdybyś znalazł się w takiej opresji 10 lat temu, pozostałoby ci jedynie przeżyć z godnością kolejne załamanie nerwowe. Istniejące ówcześnie państwowe archiwa fotograficzne nie dysponowały odpowiednim materiałem, a ich stosunek do klienta był wręcz wrogi. Pierwsze prywatne firmy oferujące zbiory zdjęć powstały na polskim rynku na początku lat 90. Najpierw były to agencje fotograficzne, pozyskujące zdjęcia od rodzimych twórców na zasadach komisu. Później na rynek wkroczyły zachodnie firmy - obecnie przeważająca część materiału dostępnego w polskich bankach zdjęć to fotografie pochodzące z zagranicy.

Uśmiech z importu

Na naszym rynku znajdziemy dziś chyba cały materiał znajdujący się w posiadaniu zachodnich banków zdjęć. Krajowe agencje stoków (od stock - zbiór, skład) pełnią funkcję przedstawicieli zagranicznych firm i oferują przede wszystkim importowane fotografie.

Polska tematyka, słowiańskie twarze i krajobrazy z mazowieckimi wierzbami, stanowią niewielką część kolekcji. Taki stan rzeczy nie jest bynajmniej winą rodzimych banków zdjęć, lecz wynika z dwóch wielce istotnych przyczyn. Pierwszą z nich są pieniądze. - Rynek jest niewielki i biedny - mówi Grzegorz Cholewka, szef Fototeki Zefa. - Nie opłaca się ponosić ogromnych kosztów związanych z wydawaniem i obsługą czysto polskich katalogów. Lepiej zorganizować sesję zdjęciową. Zapotrzebowanie na taki typ materiałów, choć ciągle wzrasta, jest nadal niewystarczające, aby inwestycja mogła się opłacić. Rynek reklamowy zbyt mało uwagi zwraca na polską specyfikę, choć wydaje się, że rodzimy odbiorca "dorósł już" i potrzebuje dziś odniesienia do lokalnej rzeczywistości. Materiały, które otrzymują agencje od polskich fotografów, nie zawsze też odpowiadają specyficznym wymaganiom, jakie spełniać powinna fotografia stockowa. Właśnie charakter "zdjęć z banku" stanowi drugą niezwykle ważną przyczynę skromnego udziału "polskości" w stokach. Fotografia stokowa ze swej natury jest fotografią uniwersalną, a nawet jak mówią niektórzy ponadczasową - jakkolwiek by to oceniać - stanowi twór świata ery globalizacji i jest produktem, przed którym stoją ściśle określone zadania. Zdjęcie ze stocku powinno sprzedać się wszędzie.

Pogotowie stokowe

Klientami banków zdjęć są firmy z kręgu mediów: agencje reklamowe, studia graficzne, wydawnictwa. Fotografia stokowa w wielu sytuacjach dosłownie ratuje życie. Jest alternatywą dla fotografii na zlecenie, która choć dostarcza spójnego koncepcyjnie i niepowtarzalnego materiału, często jest komfortem, na który nie można sobie pozwolić. Projekty "na przedwczoraj", niski budżet, brak Indian w Warszawie - gdyby nie banki zdjęć, wiele projektów nigdy nie doczekałoby się realizacji.

Rzadko jednak zdarza się, aby fotografia z banku zdjęć stanowiła wiodący motyw wizualny kampanii reklamowej. - Banki zdjęć to dla nas duża wygoda, choć w branży utarło się przekonanie, że stoki to coś gorszego - mówi Adrian Babis z agencji reklamowej D'Arcy. - Wykorzystujemy je zazwyczaj w mniejszych kampaniach. Choć rynek stoków rozwija się, jest coraz bardziej różnorodny i interesujący, to stuprocentowe trafienie ze zdjęciem w nasze oczekiwania jest wciąż bardzo trudne.

Sięgając do stoku, trzeba mieć świadomość, że nie jest łatwo, choćby ze względu na ogrom materiału, odnaleźć fotografię, która w pełni nas zadowoli. Czasami sami jesteśmy temu winni. Jeśli mamy przed sobą katalog i nie znajdujemy tam fotografii, która nam odpowiada, pamiętajmy, że zazwyczaj w katalogu znajduje się jedynie niewielka część oferty. Zawsze możemy poprosić, aby znaleziono dla nas zdjęcie - warto wtedy podać, jak najwięcej informacji: określić temat fotografii, kolorystykę, kompozycję (im więcej szczegółów, tym lepiej). W ten sposób ułatwimy pracę ludziom w agencji (którzy przecież nie czytają w naszych myślach) i do maksimum zwiększymy prawdopodobieństwo odszukania właśnie "tego zdjęcia".

W bankach zdjęć jak w zwierciadle odbijają się potrzeby rynku mediów i obecne na nim trendy. Firmy stokowe starają się być przygotowane na każde zlecenie - duże zachodnie agencje, zanim opublikują kolejny katalog, przeprowadzają skrupulatne badania rynku, które mają pomóc w odpowiedzi na pytanie: jaki typ fotografii w najbliższym sezonie sprzeda się najlepiej. Zachowanie rynku mediów, zwłaszcza w Polsce, jest jednak trudne do przewidzenia. Agencjom skazanym na nieprzewidywalnych klientów pozostaje więc jedno wyjście: bogata oferta zdjęć i ciągła aktualizacja zbiorów.


Zobacz również