Zemsta jest rozkoszą bogów

Apple i Microsoft powstały mniej więcej w tym samym czasie. Obiema firmami kierują charyzmatyczni szefowie. Microsoft jest ogromny, ale Apple dzięki swoim pomysłom i przemyślanej strategii jest w stanie stawić mu czoło. Lipcowe upalne lato 2002 r. było być może początkiem kolejnej ostrej rozgrywki między obiema firmami.

Apple i Microsoft powstały mniej więcej w tym samym czasie. Obiema firmami kierują charyzmatyczni szefowie. Microsoft jest ogromny, ale Apple dzięki swoim pomysłom i przemyślanej strategii jest w stanie stawić mu czoło. Lipcowe upalne lato 2002 r. było być może początkiem kolejnej ostrej rozgrywki między obiema firmami.

Wieść gminna niesie, że kiedy pod koniec lat 70. na jednej z kalifornijskich wystaw komputerowych Steve Jobs ze Stevem Wozniakiem wystawiali swoje niezwykłe Apple II, do stoiska dopchał się niepozorny okularnik z Albuquerque w Nowym Meksyku. Ktoś stuknął Jobsa w ramię: "Steve, jakiś Bill Gates z Microsoftu do ciebie". "Kto to jest Bill Gates? Niech zostawi wizytówkę" - zirytował się Jobs, zajęty czym innym. Kilka lat później nikt nie pytał, kto to jest Bill Gates. Microsoft rósł jak na drożdżach i stał się jednym z ważniejszych partnerów Apple'a. Szkoda tylko, że pisząc Excela na Macintosha ów partner okazał się delikatnie mówiąc niezbyt lojalny i poufne informacje wykorzystał do opracowania konkurencyjnego systemu graficznego Windows.

Ta trauma chyba na zawsze pozostawiła zadrę w sercu Jobsa - w końcu graficzny interfejs Macintosha był jego ukochanym dzieckiem. Wyglądało na to, że nie będzie w stanie zemścić się na Gatesie, bowiem to szef Microsoftu na wzór króla Midasa zamieniał wszystko co komputerowe w złoto (to, że nie zawsze zgodnie z prawem, to zupełnie inna sprawa - proces antymonopolowy Microsoftu ciągnie się od początku lat 90. i nie widać rychłego końca). Z kolei Jobs najpierw został zmuszony do odejścia z własnej firmy, a potem nie miał zbyt wiele szczęścia w kolejnym komputerowym przedsięwzięciu - NeXT. Samo Apple staczało się coraz bardziej i stanęło wręcz na progu utraty niezależności.

Ale jak to zwykle bywa w życiu, koło fortuny nagle się odwróciło. Jobs wrócił do Apple'a w glorii chwały i bogatszy o miliard dolarów zarobionych na akcjach Pixaru, studia komputerowej animacji. Doprowadził do odkupienia swojego NeXT-a przez Apple'a za 700 mln dolarów i przez długi czas rządził w firmie jako p.o. prezesa. I rządził skutecznie. Dzięki przemyślanej strategii i serii hitowych produktów Apple nie dość, że nie utracił niezależności, to wręcz stał się jedną z najzdrowszych firm w branży komputerowej. Mimo wszystko konkurencja z Microsoftem wydawała się niemożliwa. W 1997 r. Apple zakopało topór wojenny z Microsoftem w zamian za obietnicę programów na Macintosha od Microsoftu przez co najmniej pięć lat.

W połowie lipca ta idylla zaczęła dobiegać końca. W poniedziałek, 15 lipca, Microsoft oświadczył nagle, że zastanawia się, czy nie wycofać się z rynku makowego. Powód? Zbyt wolne przechodzenie na Mac OS-a X. Drugi ruch Microsoftu był nie mniej wrogi. Wiedząc, że lada chwila (w środę 17 lipca na MacWorld Expo) Jobs ma przedstawić QuickTime w wersji 6, Microsoft zapowiedział, że już we wrześniu przedstawi własny system transmisji audio i wideo Corona. Miał to być dzień Microsoftu, ale trafiła kosa na kamień - jeszcze tego samego dnia na serwerze Apple'a pojawiła się ostateczna wersja QuickTime'a 6. "Wy dopiero pracujecie, my mamy już gotowy produkt" - zdawał się mówić Jobs. Co więcej, produkt oparty o standard MPEG-4, a nie o własne rozwiązania, jak to ma miejsce w przypadku Microsoftu. "MPEG-4 to doskonałe rozwiązanie, które zmieni branżę, tak jak MPEG-2 i MP3. Wszyscy zamierzają z niego korzystać. To znaczy wszyscy poza Microsoftem" - mówił 17 lipca Jobs.

W czasie jego przemówienia na MacWorld Expo takich prztyczków w nos dla Microsoftu było więcej: dlaczego swoje nowe (płatne) usługi iTools Apple nazwało .mac? "Microsoft tyle mówi o strategii .NET, która ruszy kiedyś w przyszłości. iTools robią to już teraz, więc pomyśleliśmy, że czemu nie nazwać tego tak samo" - żartował. Odnosząc się do zarzutów Microsoftu, że użytkownicy Macintoshy nie dość szybko przechodzą na Mac OS-a X, Jobs zapewnił, że już 2,5 mln osób używa nowego systemu.

To 20 proc. wszystkich użytkowników (a przecież wielu z nich ma na pewno komputery, które po prostu Mac OS X nie uruchomią). Do końca roku ma ich być 5 mln. "To najszybszy proces przejścia na nowy system, jaki miał kiedykolwiek miejsce. Zdecydowanie szybszy niż to co ma miejsce w Windows XP" - odgryzł się Jobs.

Coraz wyraźniej widać, że drugi miesiąc miodowy Apple'a i Microsoftu odchodzi do przeszłości. "Apple jest teraz największym dostawcą systemów uniksowych na świecie, większym niż Sun, większym niż dostawcy Linuksa" - mówił 17 lipca Jobs. I pewnie o to chodzi, bo dzień wcześniej Steve Ballmer, dyrektor Microsoftu, przyznał, że "Linux zmienił sposób działania Microsoftu". Otwarte standardy to potężna broń przeciwko Microsoftowi, którą Apple posługuje się coraz sprawniej. Zemsta Jobsa może być słodka.

Może jeszcze nie dziś i nie jutro, ale...

Warto pamiętać, że nawet potężny Microsoft nie dał rady standardowi TCP/IP, a i format Windows Media Audio nie wyparł MP3. W końcu nawet najbogatszy człowiek na świecie, jakim jest Gates, nie jest w stanie kupić całego Internetu. Przynajmniej na razie.

Dariusz Ćwiklak jest dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Jego wielką pasją są Macintoshe; niestety, jak donoszą dobrze poinformowane źródła, w domu używa również najprawdziwszego peceta z systemem Windows. dac@roll.pl


Zobacz również