Zły wpływ YouTube'a

Mimo, że większość materiałów zamieszczanych w YouTube to nie moja bajka, będę pierwsza, gdy przyjdzie do wychwalania tego serwisu. Doceniam bowiem to, co udało mu się osiągnąć. YouTube odniosło sukces tam, gdzie nie udało się to żadnemu innemu serwisowy. Dzięki niemu wymiana plików wideo stała się nie tylko łatwa, jest też w modzie. YouTube przypomina mi oryginalnego Napstera - jest tam wszystko.

Autorką tekstu jest Melissa J. Perenson, dziennikarka amerykańskiego magazynu PC World.

Zauważam jednak pewien niepokojący trend panujący w serwisie. YouTube jest świetny, jeśli chodzi o oglądanie wideo na iPhone czy innym urządzeniu przenośnym. Ale, powiedzmy to sobie szczerze, pod względem jakości obrazu dostępne tam klipy reprezentują poziom z końca ubiegłego wieku. Rozdzielczość jest dostosowana do tego, by pliki szybko pobierać przez Sieć. Jednak rozdzielczość 320x240 i prędkość transmisji rzędu 250 kbps nie zachwycają. Z pewnością nikt nie będzie oglądał plików z YouTube na telewizorze HD.

I tu właśnie jest pies pogrzebany. Bardzo szybko zbliżamy się do momentu, gdy technologie HD rozpowszechnią się na tyle, iż będą dostępne dla przeciętnego człowieka. Zdaniem specjalistów nastąpi to około lutego 2009, czyli mniej więcej za półtora roku. A wiele osób wciąż polega na YouTube i używa tego serwisu do przechowywania i dzielenia się klipami wideo. Dlatego też zastanawiam się, jak jakość tych klipów będzie odbierana za jakiś czas.

Oczywiście na YouTube istnieją cenne zasoby, których wartości nie obniża słaba jakość obrazu (chcecie zobaczyć radzieckich gimastyków z okresu przed rozpadem ZSRR? Żaden problem).

Pojawia się jednak coraz więcej cyfrowych kamer i aparatów z "opcją YouTube". Niedawno taki produkt - 10-megapikselowy aparat EX-7100 - pokazało Casio. Wkrótce na rynek trafi kamera Sony wyposażona w podobną opcję. Pojawiają się dedykowane urządzenia rejestrujące obraz w rozdzielczości 640x480 pikseli.

Zgadzam się z opinią, że jest to wygodne, jednak wykonywanie zdjęć czy nagrywanie filmów w "trybie YouTube" jest czymś dziwnym. Oczywiście łatwość i wygoda są ważne. Poza tym lepsze to niż nic. Martwi mnie jednak fakt, że ludzie polegają na YouTube i wykorzystują ten serwis jako archiwum. Martwi mnie coraz powszechniejsze pogarszanie jakości obrazu po to tylko, by można było go zamieścić na YouTube. Jeśli teraz ludzie nagrywają w "trybie YouTube" ważne dla siebie momenty, to co powiedzą o swojej decyzji za rok czy dwa? Gdy świat pójdzie do przodu pod względem jakości obrazu, a oni będą mogli obejrzeć swoje filmy tylko w małym okienku na ekranie komputera? Czyżbyśmy byli generacją straconych nagrań wideo?

Uważam, że opłaca się nagrywać filmy i robić zdjęcia w najwyższej możliwej rozdzielczości. Zawsze można ją bowiem zmniejszyć. Jednak polepszenie jakość obrazu nie jest łatwe i istnieje granica, poza którą utraconych informacji nie da się już odzyskać.


Zobacz również