ePocketBook

Najlepszych polskich e-booków sprzedaje się ciągle raczej setki niż tysiące egzemplarzy, ale za horyzontem wzbiera już fala, która dotrze do nas jeszcze w tej dekadzie.

Najlepszych polskich e-booków sprzedaje się ciągle raczej setki niż tysiące egzemplarzy, ale za horyzontem wzbiera już fala, która dotrze do nas jeszcze w tej dekadzie.

Masową wyobraźnię poruszył kilka lat temu Stephen King, który niedokończonym e-bookiem The Plant uzupełnił swoje konto o drobne pół miliona dolarów. Z samych procentów od tej sumy większość Polaków mogłaby zapewne żyć wygodnie - ale cóż, nie każdy jest Kingiem.

Nie trzeba sięgać od razu po miliony - wiele osób zadowoliłoby się kilkoma setkami miesięcznie, uzupełniającymi domowy budżet czy studencką kieszeń.

Po falstarcie z przełomu dziesięcioleci chyba po raz pierwszy można dzisiaj z pełnym przekonaniem powiedzieć, że elektroniczne publikacje zdobywają przyczółek i już nie dadzą się z niego wypchnąć.

W swojej arcyciekawej opowieści o e-bookach (Poznaj sekret, jak pisać e-booki, oczywiście w postaci elektronicznej) Paweł Sygnowski zauważa, że w Stanach Zjednoczonych jest sporo wydawnictw prosperujących całkiem znośnie dzięki sprzedaży jednego lub najwyżej kilku e-booków kosztujących 50 czy 100 dolarów - ciekawe, nawet tak wygórowana cena nie powstrzymuje popytu. Wielkość i zamożność tamtego rynku, a także bardziej rozwinięta kultura informatyczna niewątpliwie temu sprzyjają, ale przecież podobne trendy obserwujemy w innych krajach, zatem i nas czeka boom.

Nasze wydawnictwo jedno z pierwszych weszło na rynek e-prasy, oferując elektroniczne odpowiedniki papierowych czasopism, a choć oczekiwalibyśmy większych sukcesów, to jednak zainteresowanie odbiorców zdaje się potwierdzać, że nie jest to już techniczna ciekawostka, a użyteczna metoda dystrybucji informacji.

Najistotniejsze jest to, że stoimy u progu technicznej rewolucji, która zostanie w ciągu niewielu lat zwieńczona opracowaniem tanich i prostych w obsłudze, a przede wszystkich komfortowych w czytaniu przeglądarek publikacji elektronicznych, zwłaszcza wykorzystujących e-papier i łączących się bezprzewodowo z serwerami oferującymi za niewielką opłatą książki i czasopisma.

Kiedyś popularność zyskała sobie typowa "literatura wagonowa" - pocketbooki, śmiesznie tanie książeczki w kieszonkowym formacie, które kupowało się za kilka złotych przed podróżą, a najczęściej wyrzucało do kosza, wychodząc z pociągu. Powodzenie tych książek brało się przede wszystkim z ich niskiej ceny - i nieskomplikowanej treści, dodajmy.

Tego rodzaju "model biznesowy" łatwo przenieść do sfery e-booków - za sumę, jaką nosi się zwykle w kieszonce na drobne, można będzie bez większego uszczerbku dla portfela nabywać te swoiste e-pocketbooki, które zepchną tradycyjne wydawnictwa książkowe i prasowe do roli szacownych mamutów. Wiele osób będzie dalej hołdowało swoim przyzwyczajeniom - zapach papieru i farby drukarskiej budzi ciągle emocje - ale za kilka dziesięcioleci o 600-letniej karierze wynalazku Gutenberga będziemy jedynie czytać w encyklopediach. Elektronicznych, oczywiście.

Równie ciekawą konsekwencją dziejącej się na naszych oczach rewolucji jest to, że powstaje rynek dla autorów. Ludzi mających coś sensownego do powiedzenia na forum publicznym są tysiące. Nietrudno dostrzec, że te firmy, które zorganizują sprawnie działający system dystrybucji płatnych publikacji elektronicznych i rozliczania się z autorami, zbiją majątek, a przy okazji dadzą porządnie zarobić twórcom powieści, opowiadań, kompendiów wiadomości z różnych dziedzin, podręczników, poradników, artykułów, felietonów, prac popularnonaukowych (sam wypatruję zawsze pilnie artykułów z dziedziny paleontologii czy genetyki i chciałbym mieć stałą dostawę z różnych źródeł) i wiele innych publikacji, za które czytelnicy zechcą płacić - jednorazowo lub w postaci abonamentu.

Ci, którzy zyskają wystarczające uznanie i wyrobią sobie markę, będą mogli rzucić dotychczasowe posady i zająć się wyłącznie produkcją elektronicznych treści, a droga do pracy ograniczy się do przejścia do pokoju z komputerem. Wszystkie rozliczenia będą się odbywały elektronicznie - z bankami, urzędami skarbowymi, zakładem ubezpieczeń i co tam jeszcze wymyśli biurokracja.

Wprawdzie dzisiaj nie ma jeszcze chyba w Polsce twórców żyjących wyłącznie z e-booków (najlepsi zarabiają ponoć do dwóch tysięcy miesięcznie), ale ci, którzy dostrzegli już ten potencjał, tworzą powoli podwaliny całkowicie nowego świata, w którym "śpisz, a samo rośnie" - dobra pozycja będzie sprzedawana przez lata, dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. Bo taka jest ta nowa Biblioteca Mundi.


Zobacz również