Kupowanie telewizora, czyli spacer po polu minowym

Rozwiewamy mity związane z kupowaniem nowego odbiornika telewizyjnego i ostrzegamy przez pułapkami zastawionymi przez producentów.

Wyobraź sobie, że wreszcie wygrałeś w Lotto i, chcąc spełnić swoje marzenia, udajesz się do salonu samochodowego po porządne auto. Nawet jeżeli nie znasz się specjalnie na samochodach, to z obiegowej opinii wiesz, że np. samochody produkcji niemieckiej cieszą się wyższą renomą od „zwyczajnych” aut francuskich czy włoskich. Suma wygranej nie jest przesadnie wysoka, wybierasz więc jeden z mniejszych i tańszych modeli. Przyjeżdżasz do domu i przez pewien czas cieszysz się nabytkiem, będąc święcie przekonanym, że kupiłeś produkt dobrej i solidnej marki. Niestety, czar pryska z chwilą, gdy dobrze poinformowany przyjaciel wyjaśnia ci, że to, co kupiłeś, nie jest do końca BMW czy mercedesem, tylko autem zaprojektowanym i wyprodukowanym np. przez... Dacię w ramach współpracy obu firm.

Brzmi niewiarygodnie? Choć współpraca koncernów samochodowych się zacieśnia i coraz więcej części jest „pożyczanych” od innych marek, to na szczęście nie słyszano o tego typu drastycznych przypadkach. Jednakże to, co w świecie aut jest (jeszcze) nie do pomyślenia, w branży telewizorów jest na porządku dziennym.

Zobacz również:

Wprowadzone w tym roku przez Panasonika serie C300, CX400 i CR430 mają z tą japońską firmą wspólne tylko logo na obudowie. W celu obniżenia kosztów Panasonic zlecił produkcję tych modeli tureckiemu Vestelowi. Można powiedzieć: no tak, ale nowe modele i tak zostały zaprojektowane przez znanych z troskę o jakość obrazu Japończyków. Niestety, nie jest to prawdą: są to modele zaprojektowane od A do Z przez Turków. Nie chodzi nawet o kwestie jakości obrazu, ale o zaufanie do marki. Po wypadnięciu z rynku Toshiby i Sharpa, Panasonic i Sony są jedynymi liczącymi się telewizorowymi firmami japońskimi. Panuje przekonanie, że choć telewizory tych marek są droższe od odbiorników Samsunga i LG, to oferują nieco wyższą jakość obrazu (co w wielu, choć nie we wszystkich przypadkach, jest uzasadnione). Inaczej mówiąc, wielu klientów ma duże zaufanie do produktów Sony i Panasonika. W związku z tym nie trzeba być jasnowidzem, aby przewidzieć, jak zareagowaliby ci, którzy dowiedzieliby się, że ich zakupiony za ciężko zarobione pieniądze telewizor nie ma z Panasonikiem niemal nic wspólnego. Rozczarowanie i utrata zaufania do marki to chyba najłagodniejsze reakcje, o jakich można pomyśleć. Ale czy te Panasoniki od Turków są aż takie złe?

Ostrzejszy obraz? Nie, dziękuję

Każdy widz chciałby oglądać ostry, nierozmazany obraz. Osiągnięcie ostrego obrazu w obecnej technologii wyświetlaczy ciekłokrystalicznych (LCD) nie jest trudne – to nie są przecież czasy telewizorów kineskopowych z ich notorycznymi błędami zbieżności. Niestety, tanie telewizory LCD mają niższą ostrość obrazów ruchomych od telewizorów kineskopowych, w związku z czym producenci masowo dokonują sztucznego wyostrzenia obrazu. Proces ten, znany pod eufemistycznie brzmiącą nazwą edge enhancement (ang. poprawianie krawędzi), polega na dodaniu do krawędzi obiektów białych linii, które sztucznie zwiększają kontrastowość, a tym samym widoczność krawędzi i subiektywną „ostrość” obrazu. Oczywiście, z prawdziwą ostrością i jakością obrazu zabieg ten nie ma nic wspólnego i jest procesem nagannym, choć skutecznym, bo wielu laików daje się na niego nabrać. Niestety, zabieg ten zastosowano także w Panasonikach serii C300.

Panasonic TX-40C300E

Panasonic TX-40C300E

Nie mamy pretensji do Panasonika, że sztucznie wyostrzył obraz z serii C300 – przecież taki rywal jak Samsung robi to na porządku dziennym, w dodatku we wszystkich, nawet najdroższych modelach SUHD, i to w najlepszych, wzorcowych trybach obrazu. Na szczęście, sztuczne wyostrzenie w samsungach można usunąć, redukując opcję „ostrość” w menu do zera. Niestety, w zaprojektowanym przez Turków Panasoniku TX-40C300 sztuczne wyostrzenie pozostaje i nie da się go w żaden sposób wyeliminować. W przeciwieństwie do Samsunga, a podobnie jak Sony, Panasonic nie stosował i nie stosuje sztucznego wyostrzenia w najlepszych trybach swoich telewizorów średniej i wyższej klasy. Tym bardziej przykre jest, że firma, która dla wielu użytkowników (zwłaszcza miłośników plazm) była i jest synonimem obrazu wysokiej jakości nie zadała sobie trudu, aby zabronić inżynierom tureckiego Vestela stosowania niewyłączalnego sztucznego wyostrzenia.

A naszym zdaniem mogła. Otóż gdy uruchamiamy menu w telewizorze z serii C300 na ekranie widać kolorowe prostokąty, jakie Panasonic stosował trzy czy cztery lata temu. Niestety, poziom głębiej mamy już typowe vestelowskie menu, jakie można zobaczyć choćby w telewizorach Toshiby (L54) czy Haiera, dla których Vestel także jest ODM-em (Original Design Manufacturer). Jeżeli zatem ktoś z Panasonika zadał sobie trud, aby zmusić Vestela do zmiany pierwszej strony menu tak, aby przypominała te z telewizorów z lat 2012–2013, to dlaczego nie dopilnował, aby telewizor nie miał nieusuwalnego sztucznego wyostrzenia obrazu?


Zobacz również