Canon EOS 5D Mark II

Zalety:

  • Solidna budowa, Bardzo dobra jakość obrazu

Wady:

  • Brak szybkiej automatycznej regulacji ostrości przy kręceniu filmów

Canon zwlekał aż trzy lata z wprowadzeniem następcy jednego z najpopularniejszych wśród zawodowych fotografów i niektórych zaawansowanych hobbystów. W fotografii cyfrowej to cała epoka. Wprowadzony w sierpniu 2005 roku EOS 5D był prawdziwym hitem - pierwszą dostępną cenowo lustrzanką z pełnoklatkową matrycą. Czy dysponujący nowymi funkcjami i możliwościami EOS 5D Mark II również osiągnie aż taki sukces? To już nie będzie takie proste. Mimo dużo większej rozdzielczości sensora i bogatszej funkcjonalności (o czym dalej) raczej niewielu użytkowników starej "piątki" zdecyduje się na zmianę korpusu. Ci, którzy jeszcze do tej pory nie zainwestowali w "pełną klatkę" mają do wyboru już nie tylko produkty Canona - na rynku pojawiły się konkurencyjne modele pełnoklatkowych lustrzanek - 3 Nikony FX (D3, D700 i ostatnio D3X) oraz flagowy model Sony (A900).

Canon zwlekał aż trzy lata z wprowadzeniem następcy jednego z najpopularniejszych wśród zawodowych fotografów i niektórych zaawansowanych hobbystów. W fotografii cyfrowej to cała epoka. Wprowadzony w sierpniu 2005 roku EOS 5D był prawdziwym hitem - pierwszą dostępną cenowo lustrzanką z pełnoklatkową matrycą. Czy dysponujący nowymi funkcjami i możliwościami EOS 5D Mark II również osiągnie aż taki sukces? To już nie będzie takie proste. Mimo dużo większej rozdzielczości sensora i bogatszej funkcjonalności (o czym dalej) raczej niewielu użytkowników starej "piątki" zdecyduje się na zmianę korpusu. Ci, którzy jeszcze do tej pory nie zainwestowali w "pełną klatkę" mają do wyboru już nie tylko produkty Canona - na rynku pojawiły się konkurencyjne modele pełnoklatkowych lustrzanek - 3 Nikony FX (D3, D700 i ostatnio D3X) oraz flagowy model Sony (A900). Najnowsza konstrukcja Canona została wyposażona w przetwornik CMOS o dużo większej rozdzielczości niż sensor poprzednika - liczba rejestrowanych pikseli wzrosła z 12,7 do 21 milionów. Nowa matryca zyskała nie tylko dodatkowe piksele ale także system samooczyszczania. Konstruktorzy idąc z duchem czasu zastosowali także system Live view - EOS 5D był ostatnim modelem z lustrzanek Canona, który nie umożliwiał kadrowania na ekranie. Zarówno wzrostu rozdzielczości jak i Lv można było się spodziewać. Producent zaskoczył czymś innym - możliwością rejestracji sekwencji filmowych i to w rozdzielczości Full HD (1920x1080 pikseli). Aparat jest drugą po Nikonie D90 lustrzanką nagrywającą filmy. Użytkowników nowego półprofesjonalnego modelu ucieszy także zastosowanie świetnego monitora LCD o rozdzielczości 920 tysięcy pikseli oraz uszczelnienie korpusu (wreszcie!). Niektórym może przydać się także podwyższenie czułości - nową piątką można fotografować rozszerzając czułość do poziomu ISO25600.

Dziwne byłoby, gdyby po trzech latach nie zmieniono podzespołów odpowiedzialnych za wydajność. Zastosowano więc nowy procesor - oznaczony jako Digic 4 - który musi obsługiwać znacznie większe pliki i to w krótszym czasie. Typowe zdjęcie krajobrazowe (drzewa, trawa, 30 - 35% nieba) w formacie JPEG (najlepsza jakość) pochodzący z EOS-a 5D waży niecałe 4 MB. Podobny kadr w tym samym formacie pochodzący z nowej "piątki" jest już znacznie większy - zajmuje bowiem prawie 9 MB. O ile elektronika nowego korpusu została istotnie zmieniona, nie da się tego powiedzieć o budowie. Na korpusie można dostrzec jedynie kosmetyczne zmiany.

Budowa i ergonomia

Jak już wspomniałem aparat jest bardzo podobny do swojego poprzednika. Dość masywny i duży korpus wygodnie trzyma się w dłoni (choć można by nieco pogłębić i lepiej wyprofilować rękojeść). Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest konsekwentnie stosowane przez Canona od wielu lat kółko (a właściwie koło) zmiany wartości znajdujące się na plecach korpusu. W moim przekonaniu jest wygodniejsze od typowego tylnego kółka, które na ogół umieszcza się pod kciukiem prawej dłoni fotografującego (opinii tej jednak nie podziela zapewne wielu użytkowników systemów konkurencyjnych, np. Nikona) . Producent w porównaniu z poprzednim modelem powiększył nieco dodatkowy wyświetlacz LCD. Znajdziesz na nim informacje o ustawieniu typu oświetlenia (AWB, ustawienie według temperatury barwowej, ustawnie ręczne oraz typowe profile - światło słoneczne, cień, zachmurzenie, światło żarowe, świetlówka oraz lampa błyskowa), formatu i jakości rejestrowanych plików zdjęciowych, metodzie pomiaru światła, trybie migawki i autofokusu, poziomu baterii. Znajduje się także podziałka kompensatora ekspozycji, licznik zdjęć oraz pola wyświetlające ustawioną migawkę, czas otwarcia migawki oraz poziom czułości. Na wyświetlaczu znajdującym się wewnątrz korpusu dodał informację o ustawionej czułości oraz poziomie rozładowania baterii. Podobnie jak w innych nowych modelach SLR Canona zastosowano wygodny podział menu na zakładki, dzięki czemu użytkownik szubko dostanie się do miejsca wyboru określonych ustawień - nawigacja po menu odbywa się za pomocą minidżojstika oraz obu kółek zmiany wartości. Jedną z nielicznych zmian w budowie nowego korpusu była przeniesienie bliżej brzegu przycisku podświetlania dodatkowego wyświetlacza. Zmiana niby kosmetyczna, a jednak znacznie usprawnia fotografowanie po ciemku (na przykład w studiu fotograficznym) - w ciemności znacznie łatwiej jest odnaleźć jest przycisk umieszczony z brzegu niż w środkowej części korpusu.

Producent w niewielkim stopniu zmienił konstrukcję wizjera - powiększenie matówki pozostało na tym samym poziomie (0,71x), o dwa punkty procentowe zwiększone zostało pole krycia (do 98%). Tak jak w starszym modelu na matówce znajduje się 9 punktów AF. Do ustawienie trybów pracy służy typowe dla aparatów amatorskich koło nastaw, zlokalizowane po lewej stronie aparatu. Co ciekawe znajduje się na nim także pole "dla zielonych", choć jest raczej mało prawdopodobne by było przydatne użytkownikom lustrzanki tej klasy. W 5D Mark II nie znajdziesz wbudowanej lampy błyskowej, co z kolei jest cechą charakterystyczną korpusów zawodowych (podobnie jak uszczelniony korpus).

Rozdzielczość

Dwadzieścia jeden milionów pikseli (czyli dokładnie tyle co w horrendalnie drogim EOSie 1Ds Mk III) to prócz fizycznej wielkości matrycy jedna z podstawowych zalet nowego korpusu. A przynajmniej z punktu widzenia marketingu producenta - z badań wynika, że jednym z głównych kryteriów przy zakupie aparatu cyfrowego jest rozdzielczość jego matrycy. Czy w praktyce często skorzystamy aż z tak dużej dokładności sensora? Raczej nie - nawet gdy fotograf wykonuje zdjęcia na okładkę magazynu, potrzebnych jest znacznie mniej pikseli (no chyba, że słabo radzi sobie z kadrowaniem i zdjęcia wymagają "dużego cięcia"). Gdy ustalimy rozdzielczość fotek z nowej "piątki" do druku na poziomie 300 dpi, bez interpolacji uzyskamy fotogram o wielkości 31,7 x 47,6 cm. Model sprzed 3 lat pozwoli na wykonanie wydruków o wymiarach 24,7 x 37 cm. Użytkownicy starszego modelu zastanowią się zatem czy warto zmieniać korpus tylko ze względu na większą rozdzielczość (w ogromnej większości przypadków nieprzydatną). Nowy model będzie zatem kusił funkcjami.

Nowe funkcje Mark II

Jak się można było spodziewać zastosowano tryb Live view. Fotografując z podglądem na LCD można wybrać jedną z dwóch a właściwie trzech metod ustawienia ostrości - "Quick mode" czyli wykonywanie pomiaru opartego na detekcji fazy z chwilowym przymknięciem lustra oraz dwie wersje "Live mode" - pomiaru opartej na detekcji kontrastu. Gdy wybierzesz znany z kompaktów sposób ustawienia ostrości, oparty na analizie kontrastu, możesz użyć trybu zwykłego lub wspartego funkcją wykrywania twarzy. System "Live mode" niestety nie działa sprawnie - aparat tą metodą bardzo długo ustala odległość od fotografowanego motywu (co jest bardzo uciążliwe gdy używasz autofokusu podczas filmowania - o czym dalej). O ile było raczej pewne, że nowa piątka zostanie wyposażona w tryb Lv, nie spodziewaliśmy się, że będzie także kręcić filmy. A czyni to w "pełnej" rozdzielczości HD rejestrując kadry o wymiarach 1920 x 1080 pikseli z częstotliwością 30 klatek na sekundę. Możliwości trybu wideo są imponujące w porównaniu do zastosowanego w pierwszej lustrzance kręcącej filmy (opisywanym już przez nas modelu Nikon D90). Nie dość, że jest wyższa rozdzielczość, to jeszcze można podczas kręcenia użyć autofokusu (w D90 ostrość ustawiamy tylko ręcznie). Znakomite możliwości. Dobrze też można oceniać jakość filmów rejestrowanych przez EOSa 5D Mark II, szczególnie jeśli zastosujemy profesjonalną, jasną optykę serii "L". Warto zwrócić uwagę, że dzięki bardzo dużej matrycy aparat w porównaniu do większości amatorskich i półprofesjonalnych kamer wideo umożliwia rejestrację bardzo szerokich planów. To kolejny i niestety ostatni atut trybu filmowego, jakim dysponuje Mark II.

Ostatni, bo wbrew pozorom aparatem nie jest łatwo kręcić sekwencje filmowe i raczej nie zastąpi on kamery wideo. Szczególnie jeśli mają nim kręcić filmy osoby nie mające wprawy w ręcznym ustawianiu ostrości podczas filmowania. Dlaczego? Mimo, że nowa "piątka" pozwala na użycie autofokusu podczas kręcenia filmu, nie będzie on bardzo przydatny. Jak już pisałem, pomiar ostrości oparty o detekcję kontrastu jest w 5D Mark II bardzo powolny. Zbyt powolny by mógł zapewnić wystarczającą "obsługę" rejestracji wideo. Użytkownik może użyć AF podczas kręcenia, ale nie w trybie ciągłym (jaki stosowany jest w kamerach) lecz przy każdej zmianie planu konieczne jest użycie przycisku "AF-ON" uaktywniającego pomiar odległości. Słabe rozwiązanie systemu automatycznego ustawienia ostrości w trybie wideo zniechęca do filmowania. Pożytek z tego trybu mogą mieć zawodowi filmowcy potrafiący sprawnie operować pierścieniem ostrości. Pytanie tylko czy kupią aparat fotograficzny by kręcić nim swoje filmy...

Zdjęcia seryjne

EOS 5D nigdy nie był demonem prędkości. Następca również nim nie został. Mimo to nie można źle oceniać osiągów trybu zdjęć seryjnych. Użytkownik może liczyć na rejestrację prawie 4 zdjęć (JPEG) w ciągu sekundy w serii trwającej do kilkunastu sekund. W naszym teście wydajności, w ciągu 30 sekund udało nam się zarejestrować 74 ujęcia ważące po około 8,9 MB każde (test przeprowadzony był na karcie CF SanDisk Extreme IV o pojemności 4 GB).

Zasilanie

Pod tym względem można mieć do Canona pretensje. O ile od wielu modeli klasy półprofesjonalnej (mam tu na myśli modele całej serii EOS x0D czyli od 10D do 50D oraz stary 5D) konstruktorzy trzymali się tego samego typu akumulatora (BP511), tym razem postanowili go zmienić. Użytkownicy wymienionych aparatów "przesiadający się" na nowy model nie będą mieli komfortu używania kompatybilnych baterii. Osobiście używam modeli 20D i 5D i wielokrotnie podczas sesji miałem okazję skorzystać czy wręcz poratować się kompatybilnym akumulatorem z drugiego modelu. Dzięki kompatybilności noszę w torbie tylko jedną ładowarkę. Gdybym kiedyś zmienił body na Mark II, torba by stała się cięższa o dodatkową ładowarkę. Zmiana jest tym bardziej niezrozumiała, że stara i nowa bateria jest bardzo porównywalnej wielkości.

Analizy obrazu

Podobnie jak poprzednika, trudno krytykować nowego EOSa 5D za złą jakość obrazu. Aparat robi naprawdę świetne zdjęcia. Zawierają bardzo dużo szczegółów - w testach rozdzielczości wykonanych obiektywem 50 mm 1:1,4 aparat wypadł podobnie jak profesjonalny EOS 1Ds Mark III. W teście MTF50 w centrum kadru udało się uzyskać rozdzielczość 2758 linii (obiektyw przy optymalnej dla siebie przysłonie f/6,3). To bardzo dobry wynik. Bardzo dobre wyniki aparat uzyskał także w próbie oceniającej poziom szumów. Użytkownik spokojnie może pozwolić sobie na fotografowanie przy ustawieniu czułości na poziomie ISO1600 czy nawet ISO3200. Na obrazie pojawi się co prawda szum, ale przypominający ziarno tradycyjnego materiału fotograficznego (choć szum nie jest tak "dopracowany", jak na zdjęciach z Nikonów). Aparat pozwala na rozszerzenie czułości do ISO12800 czy 25600 - jednak fotografie wykonane przy tak wysokim poziomie czułości są już wyraźnie pozbawione szczegółów i charakteryzują się silnymi szumami. Nieco rozczarowujące są wyniki testu dynamiki obrazu. Liczyłem, że zastosowanie matrycy profesjonalnego "deesa" pozwoli na osiągnięcie tak dużej rozpiętości tonalnej, jak w 1Ds Mark III. Niestety Canon dając palec nie pozwala odgryźć całej dłoni - model kosztujący ponad 3 razy więcej musi być lepszy od aparatu półprofesjonalnego nie tylko pod względem ergonomii ale też i jakości obrazu (dokładnie taką samą taktykę stosuje Nikon ograniczając dynamikę obrazu rejestrowanego przez D700).


Zobacz również
Test Ryzen 7 1800X - sensowna i tania alternatywa dla Intela
Test Nintendo Switch: nowa, intuicyjna, modularna konsola i jej rozczarowujący zestaw gier