Canon PowerShot G1 X

Zalety:

  • Przyzwoita szczegółowość obrazu, niskie szumy, duża matryca (dzięki czemu można uzyskiwać małą głębię ostrości)

Wady:

  • słaba dynamika zdjęć zapisywanych w JPEG, mały zakres zoomu

Nie będzie przesadą, gdy serię kompaktów Canona oznaczonych literą G nazwiemy legendarną. Od pierwszego, wprowadzonego na rynek 12 lat temu modelu G1 aparaty te wyróżniały się ergonomią, funkcjonalnością, optyką i oczywiście jakością zdjęć. PowerShoty G1-12 służyły nie tylko zamożniejszym fotoamatorom, ale także fotografom zawodowym pełniąc rolę niepozornego aparatu pomocniczego. Najnowszy model oznaczony jako G1 X jest konstrukcją przełomową. Zastosowano w nim bardzo dużą, jak na kompakt, matrycę.

Pod względem budowy korpusu nie nastąpiły rewolucyjne zmiany w porównaniu do poprzednika (G12). To, co różni "iksa" od G12 to inne mocowanie wbudowanej lampy błyskowej. W starszym modelu znajdowała się na przedniej ściance korpusu, w G1 X jest wysuwana z lewej strony ścianki górnej. Konstruktorzy pozostawili gorącą stopkę dla systemowych lamp błyskowych Speedlite oraz znajdujące się tuż obok podwójne koło nastaw. Większe służy do kompensacji ekspozycji (użytkownik może poruszać się w obrębie skali +/- 3EV), mniejszym zmienia się tryby pracy. Prócz obowiązkowych w tej klasie cyfrówki trybów PASM (w Canonie oznaczanych jako P/Tv/Av/M) znajdują się dwa indywidualne tryby użytkownika: C1 i C2.

Plecki aparatów G1 X i G12 są niemal identyczne. Zlokalizowano na nich 3-calowy, odchylany wyświetlacz LCD oraz nawigator zintegrowany z dodatkowym kółkiem zmiany wartości (obracana w płaszczyźnie tylnej ścianki obręcz). Podstawowe kółko zmiany wartości zlokalizowano z przodu, tuż pod przyciskiem spustu migawki.

PowerShot G1 X jest sporą, ciężką i solidnie wykonaną konstrukcją. Niektórym może przeszkadzać nieco za mały grip (osobiście wolę większe). Rękojeść jest za to pokryta gumą skutecznie przeciwdziałającą ślizganiu się po niej dłoni.

Po lewej stronie wizjera optycznego (o którym dalej) znajduje się przycisk, który można zaprogramować.

Aparat wraz z bateriami waży 554 gramy.

Elektronika

Jak pisaliśmy na wstępie aparat wyróżnia się spośród innych modeli G swoją matrycą. Został wyposażony w sensor o rozdzielczości 14,2 milionów pikseli o wyjątkowych wymiarach: 18,7 x 14 mm. Jego powierzchnia jest więc nieco większa od powierzchni sensorów standardu 4/3 i nieco mniejsza od wykorzystywanych w amatorskich lustrzankach przetworników APS-C. PowerShot G1 X jest więc kompaktem dysponującym jednym z największych sensorów. Co to daje? Przede wszystkim aparat powinien znacznie lepiej sobie radzić z fotografowaniem przy wysokich czułościach (o czym dalej przy omówieniu wyników testu poziomu szumów). Większa matryca stawia też mniejsze wymagania optyce, co może mieć przełożenie na większą szczegółowość obrazu. Aparat pozwala także na fotografowanie z mniejszą głębią ostrości.

Canon PowerShot G1 X pozwala na fotografowanie w zakresie czułości ISO 100-12800. Fotografie zapisywane są na karcie SD (aparat akceptuje także nośniki SDHC i SDXC)

Cyfrówka uruchamia się w 1,5 sekundy. Canon PowerShot G1X jest zasilany akumulatorem litowo-jonowym.

Optyka

Do korpusu wmontowano obiektyw z 4-krotnym zoomem optycznym. Najkrótsza ogniskowa obiektywu odpowiada 28 milimetrom w optyce małoobrazkowej. Jest to obiektyw szerokokątny. Najdłuższa ogniskowa obiektywu stanowi zaś ekwiwalent 112 mm. Największy otwór przysłony przy najkrótszej ogniskowej wynosi f/2,8. To jasna optyka, choć nie ukrywam, że z tęsknotą wspominam starsze modele wyposażane w szkło o otworze względnym f/2,0. Światło obiektywu przy średniej i długiej ogniskowej wynosi już dość sporo, bo f/5,8 (a zoom ma tylko 4 "iksy"). Konstruktorzy zastosowali mechaniczny stabilizator obrazu, co ułatwia fotografowanie "z ręki" nawet z przy długim czasie ekspozycji.

W obiektywie został wbudowany filtr szary, który pojawia się w świetle obiektywu na życzenie użytkownika (wystarczy wybrać odpowiednią opcję w menu).

G1 X, jak wiele innych modeli Canona został przystosowany do montażu optycznych konwerterów. Po usunięciu tulei okalającej obiektyw, odsłania się bagnet na którym można je szybko połączyć z aparatem.

Kontrola kadru

PowerShot G1X wyposażono ekran LCD o przekatnej 3 cale i rozdzielczości 920000 pikseli.

Monitor jest bardzo dobrej jakości, osadzono go na odchylanym panelu (jak to w Canonach zastosowano zawias boczny).

Konstruktorzy w G1 X wbudowali także wizjer optyczny. Niestety ma w nim dużego powiększenia, więc używając go trzeba wytężać wzrok. Ale nie to jest jego największym problemem. Przy krótkich ogniskowych sporą część kadru przysłania tubus obiektywu.

Mimo swoich wad, wizjer optyczny może być bardzo przydatny w pewnych sytuacjach - na przykład podczas fotografowania w silnym słońcu (kiedy na głównym ekranie może być mało czytelny) lub gdy chcemy, lub musimy, oszczędzać baterię.

Funkcjonalność

Producent umożliwił fotografującemu pełne kontrolowanie parametrów ekspozycji.

Można ręcznie zmieniać wielkość otworu przysłony, aparat pozwala na ustawianie czasu otwarcia migawki (w trybach Tv i M). Cyfrówka oczywiście pozwala także na wykonanie ręcznego balansu bieli.

To, co odróżnia G1 X od rzeszy innych kompaktów, to to, że zdjęcia mogą być zapisywane nie tylko w postaci skompresowanych plików JPEG. Producent umożliwia także ich utrwalenie w "surowym" formacie RAW. Dzięki temu możliwa jest bardzo szeroka edycja zdjęć na etapie obróbki komputerowej. Można dowolnie zmieniać balans bieli, możliwe jest także uzyskanie szerszego, niż przy plikach JPEG, zakresu tonalnego (co wyraźnie pokazują na niżej zaprezentowane ilustracje) i lepszej ostrości.

Canon PowerShot G1 X dysponuje funkcją HDR.

Filmowanie

Canon PowerShot G1X pozwala na nagrywanie klipów wideo. Filmy rejestrowane są w rozdzielczości: 720p (HD), oraz 1080p (Full HD ze skanowaniem progresywnym 24p).

W prawym górnym roku tylnej ścianki znajduje się przycisk wideo. Podczas filmowania można używać zoomu optycznego. Niestety aparat bardzo wolno ustawia ostrość podczas filmowania. I wolno "zoomuje" - to prawdopodobnie jest spowodowane koniecznością uniknięcia rejestracji szumu mechanizmów poruszających soczewkami.

Niedogodność tę rekompensuje za to dobra jakość nagrań wideo - w teście rozdzielczości uzyskaliśmy 636 lph (linii na wysokość kadru), co jest niezłym rezultatem dla filmującego kompaktu.

Wyniki testów jakości obrazu

W teście ostrości obrazu Canon PowerShot G1X otrzymał 7,3 punktów na 10 możliwych. Nie jest to tak dobry rezultat, jakiego można było się spodziewać od kompaktu wyposażonego w wielką matrycę i nie wyżyłowany obiektyw (mam tu na myśli zakres ogniskowej). Analiza rozdzielczości obrazu, wykonana aplikacją Imatest metodą badania klinu zbieżnych linii, przy najkrótszej ogniskowej wykazała szczegółowość na poziomie 2250 linii na wysokość kadru (lph). Przy średnim położeniu zoomu analiza klinu wykazała rozdzielczość 2421 lph.

W badaniu przeprowadzonym inną metodą, opartą na analizie ukośnych linii (tu również wykorzystujemy program Imatest) uzyskaliśmy przy szerokim kącie: 2053 lph w centrum kadru i 1561 lph przy brzegu. Przy zbliżeniu rozdzielczość obrazu wynosi 2121 lph w centrum kadru i 1175 linii przy brzegu. Warto zaznaczyć, że wyniki te odnoszą się do analizy pliki JPEG, które nie są poddawane żadnej modyfikacji w programach graficznych. Z RAW-ów da się uzyskać oczywiście większą szczegółowość obrazu. Jaką? To zależy od techniki wywoływania, użytego oprogramowania i stopnia wyostrzania. Wyników rozdzielczości RAW-ów będzie zatem tyle ilu testerów.

Zdjęcia nie budzą zastrzeżeń pod względem odwzorowania geometrycznego. W teście oceny stopnia dystorsji (deformacji beczkowatej) aparat otrzymał 10 punktów.

W jednym z najważniejszych testów - próbie określającej rozpiętość tonalną zdjęć - aparat niemal poległ otrzymując zaledwie 5,5 punktu na dziesięć. W naszej metodologii wynik ten świadczy o rozpiętości tonalnej rzędu 6 EV (w tym zakresie możemy liczyć na dobrej jakości odwzorowanie). Canon PowerShot G1 X zapisując pliki JPEG zatem nie zachwyca. Na szczęście jednak marne rezultaty wynikają tylko ze słabo działającego oprogramowania cyfrówki, które jest odpowiedzialne za destrukcję dynamiki obrazu dokonującej się w procesie optymalizacji i kompresowania JPEG. Jak widać na zamieszczonych niżej ilustracjach dynamika obrazu z plików RAW jest wielokrotnie lepsza. Czyli matryca na szczęście daje radę... Być może inżynierowie dopracują oprogramowanie tego aparatu.

Za poziom szumów (analizie poddajemy środkową część każdego z 24 pól tablicy X-rite ColorChecker) aparat otrzymał niezłe noty - aż 7,6 pkt. (przy najniższej czułości ISO 100). Przy czułości podwyższonej do ISO 400 ocena jednorodności płaszczyzn ("czystości" obrazu) wynosi 6,2pkt. Przy wyższych czułościach, czyli ISO800 oraz ISO1600 aparat uzyskał odpowiednio 5,7 pkt. oraz 5,3 pkt. w dziesięciopunktowej skali.

W teście określajacym odwzorowanie barw, wykonanym przy minimalnej czułości i ręcznym balansie bieli (RBB), aparat uzyskał 4,6 pkt. (w teście tym tablica była oświetlana światłem żarowym o temperaturze barwowej 2700 kelwinów). Gdy tę samą tablicę oświetlaliśmy lampą błyskową ocena wierności odwzorowania barw uległa zmianie - w tej próbie aparat uzyskał 6,1 pkt.

Wybrane ilustracje z analiz laboratoryjnych

Odwzorowanie barw przy świetle dziennym z automatycznym i ręcznym balansem bieli. Jak widać automatyka radzi sobie słabo - mamy duże błędy w odwzorowaniu barw (duże odległości "kwadracików" od "kółek"). Po wykonaniu balansu ręcznie - ilustracja po prawej - błędów jest zdecydowanie mniej.

Wyniki analizy klina zbiegających się linii. Badanie wykonane przy szerokim kącie (fizyczna ogniskowa 15,1 mm). Uzyskaliśmy rozdzielczość 2250 linii na wysokość kadru dla próby MTF50.

Zdjęcie z testu dynamiki obrazu. Przy ustawieniu ekspozycji tak, by dało się odwzorować najjaśniejsze obszary kadru okazało się, że w cieniach oddalonych od świateł o około 7 EV obraz jest już dość mizerny. Próba była wykonywana przy minimalnej czułości a aparat zapisywał plik JPEG.

To samo zdjęcie zapisane w formacie RAW, a wywołane w programie Lightroom 4.0. Różnica jest powalająca...


Zobacz również
Test Ryzen 7 1800X - sensowna i tania alternatywa dla Intela
Test Nintendo Switch: nowa, intuicyjna, modularna konsola i jej rozczarowujący zestaw gier