HP Deskjet Ink Advantage K209

Zalety:

  • Rewelacyjnie tani atrament
  • Niezła jakość druku w trybie 1200 dpi

Wady:

  • Słaby skaner
  • Wolny druk lepszej jakości

Pod nazwą Ink Adventage kryją się urządzenia HP, które drukują bardzo tanio, ale same kosztują drożej. Oferta jest kierowana do intensywniej drukujących użytkowników, którym wyższa cena urządzenia zwróci się dzięki tańszym nabojom. K209 jest droższa o 200 zł od bardzo podobnego Deskjeta 2420, ale na każdej stronie mono oszczędza się 12, a na kolorowej 28 groszy.

Pod nazwą Ink Adventage kryją się urządzenia HP, które drukują bardzo tanio, ale same kosztują drożej. Oferta jest kierowana do intensywniej drukujących użytkowników, którym wyższa cena urządzenia zwróci się dzięki tańszym nabojom. K209 jest droższa o 200 zł od bardzo podobnego Deskjeta 2420, ale na każdej stronie mono oszczędza się 12, a na kolorowej 28 groszy. W obu urządzeniach wykorzystuje się identyczne naboje o takiej samej pojemności i liczbie dysz. Jeden z tuszem czarnym i drugi, trójkolorowy. To tańszych urządzeń (seria 300XL) każdy nabój kosztuje ponad 120 zł, ale w wersji (seria 703) do K209 są do kupienia cztery razy (34 zł) taniej. Już po wydrukowaniu kilkuset stron posiadanie droższej drukarki staje się korzystniejsze. Ekonomia druku K209 wypada lepiej nawet w konfrontacji z urządzeniami laserowymi. Pięć groszy za stronę mono i 19 za kolorową jest nieosiągalne dla tańszych modeli tego typu.

Jednak pokusę udostępnienia K209 większej grupie użytkowników należy odrzucić. To delikatny model z niewiele podniesioną (z tysiąca w Dj 2420 do 3000 stron) miesięczną obciążalnością. Nie ma żadnych atrybutów sieciowych, ani czytnika kart pamięci aparatów cyfrowych, został także pozbawiony oprogramowania do rozpoznawania tekstu. Jedynym interfejsem pozostało USB. Nie ma też mowy o większych szybkościach. Dziesięć stron tekstu drukuje dwie minuty, a taką sama objętość w kolorze nawet dwukrotnie dłużej. Na jedną stronę A4 w najwyższej (1200 dpi) rozdzielczości trzeba czekać ponad dziesięć minut. Rzeczywiście efekt jest niezły, ale uznaliśmy, że tak wolne tempo nie jest do zaakceptowania. Dlatego w teście do oceny jakości i szybkości najtrudniejszych wydruków wybieraliśmy rozdzielczość 600 dpi wspomaganą przez PhotoREt. To skróciło czas drukowania takiej strony do siedmiu minut.

W wypadku prostszych tematów jakość druku nie spada poniżej przeciętnego poziomu. Trudniejsze wypadają wyraźnie lepiej, jeśli korzysta się z bardzo wolnego druku w rozdzielczości 1200 dpi. Niecierpliwi muszą zadowolić się przeciętnym zdjęciem i mniejszą liczba szczegółów. Niezależnie od rozdzielczości geometrycznej marnie wypada rozróżnianie odcieni. Wiele szczegółów ginie jeśli ich kolor jest podobny do barwy tła.

Skaner jest marny i do tego źle oprogramowany. Przyzwoitą jakość uzyskuje się dopiero po wybraniu dużo wolniejszego trybu 48-bitowego i przekonwertowaniu obrazu do standardowej głębi kolorów. Bez tej sztuczki funkcja automatycznej korekcji fotografii zubaża obraz o niektóre barwy. Niezależnie od wszystkiego skanerowi brakuje dynamiki. Nie ma także programu do OCR-u.


Zobacz również
Test Nintendo Switch: nowa, intuicyjna, modularna konsola i jej rozczarowujący zestaw gier
Tanie i dobre okulary VR - Modecom Volcano Blaze