OCZ Colossus 128GB

Zalety:

  • Eksperymentalna konstrukcja
  • Rewelacyjny zapis
  • Niezłą wydajność

Wady:

  • Wysoka cena
  • Brak możliwości wymiany firmware
  • Spore wymiary

Kolos z OCZ z pewnością nie stoi na glinianych nogach. W istocie rzeczy mamy do czynienia z dwoma, a w większych modelach nawet z czterema kompletnymi SSD połączonymi odpowiednio jednym lub trzema układami Silicon Image 5923 w konfigurację RAID 0. Każdy dysk ma kontroler Indilinksa, 64 MB cache i aż szesnaście układów pamięci flash produkcji Toshiby, po 4 GB w każdym.

Kolos z OCZ z pewnością nie stoi na glinianych nogach. W istocie rzeczy mamy do czynienia z dwoma, a w większych modelach nawet z czterema kompletnymi SSD połączonymi odpowiednio jednym lub trzema układami Silicon Image 5923 w konfigurację RAID 0. Komplet układów do jednego SSD zajmuje połowę powierzchni płytki drukowanej. Obok jest jego bliźniak. Razem zajmują 3,5 cala na szerokość, mamy więc pierwszy SSD o wymiarach pełnowymiarowego dysku twardego. Każdy dysk ma kontroler Indilinksa, 64 MB cache i aż szesnaście układów pamięci flash produkcji Toshiby, po 4 GB w każdym. 128GB jest najmniejszą pojemnością w rodzinie. Następny model, 256GB, ma dwie takie płytki umieszczone jedna nad drugą. Dalsze powiększenie pojemności przebiegało inaczej. Po prostu dublowano pojemność każdego flasha aż do 16GB w jednym, które zastosowano do wersji terabajtowej.

Ze względy na swoją pojemność większe Kolosy są bezkonkurencyjne, ale najmniejsze mają się z czym porównać. Ze specyfikacji wynika, że Kolos powinien nad resztą stawki górować szybkością zapisu (260 MB/s). I tak się dzieje. We wszystkich testach polegających na zapisie bije rekordy. Także w kopiowaniu w swoją stronę. Jednak w zastosowaniu do testów aplikacyjnych, które mają ilustrować zachowanie napędu w desktopach osiągnięcia Kolosa nie powalają. Poza Photoshopem i multimediami z innymi aplikacjami szło mu przeciętnie. W efekcie „dopiero” drugie miejsce w ocenie wydajności.

Oceny za konstrukcję nie mogły być wysokie. Kolos jest duży i ciężki, pobiera kilkukrotnie więcej energii. Interfejs RAID-owy nie pozwala na obsługę kilku pożytecznych funkcji, np. NCQ. Słabe jest wsparcie w Internecie, nie ma możliwości samodzielnej wymiany oprogramowania. To ważne, gdyż już dziś wiadomo o lepszej wersji firmware’u, samodzielnie usuwającej śmieci ze zwolnionych komórek. Te cechy Kolosa zaniżyły ocenę końcową. W efekcie najmniejszy model z rodziny, chociaż utrzymał miejsce w czołówce, to przegrał ze swoją połówką, czyli Verteksem z OCZ. Cena podwójnego dysku nie może być mała. Stąd spore koszty jednostkowe. Podsumowując Kolos w wersji 128 GB jest raczej ciekawostką nie mającą ani ekonomicznego ani technicznego (poza intensywnym zapisywaniem) uzasadnienia. O wiele więcej będzie się można spodziewać po większych pojemnościach i usunięciu wyraźnych niedoróbek.


Zobacz również
Test Ryzen 7 1800X - sensowna i tania alternatywa dla Intela
Test Nintendo Switch: nowa, intuicyjna, modularna konsola i jej rozczarowujący zestaw gier